Forum GOTHIC WEB SITE Strona Główna GOTHIC WEB SITE
Forum o grach z serii Gothic
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy     GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

[Opowiadanie]
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum GOTHIC WEB SITE Strona Główna -> Twórczość własna użytkowników
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Apocalypto
Nowicjusz miecza


Dołączył: 17 Sie 2010
Posty: 667
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 5/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 17:47, 13 Paź 2010    Temat postu: [Opowiadanie]

Moje pierwsze opowiadanie. Stworzyłem mapę żeby można było sobie wszystko łatwo wyobrazić. Nie jest zbyt dokładna więc może za jakiś czas stworzę dokładniejszą wersję. Piszcie co wam się podoba, a gdzie popełniam błędy

[link widoczny dla zalogowanych]











Prolog


Escalthirowi przechadzkę po lasach Slathardenu przerwało pojawienie się wykończonego rannego półelfa.
-Orkowie,orkowie! Ratuj!
Zanim jednak zdążył coś zrobić kilka strzał tkwiło już w ciele nieznajomego. Nie czekając skoczył w niewielkie zagłębienie w ziemi otoczone gęstymi krzakami. Słyszał bardzo wyraźnie charczące głosy orków:
-Tfu! Nienawidzę tych elfich pokrak. Nie smaczne to i śmierdzi.
- Masz rację, Grithul. Dobrze, że Pan Północy daje dobre żarcie. Długa droga przed nami. Ruszać się psy!
Escalthir nigdy nie widział tak podłych istot i serce płonęło mu gniewem. Nie miałby jednak szans z tymi brutalnymi stworami i dobrze o tym wiedział. Bał się, ale właśnie lęk go uratował. Kiedy orkowie się oddalili podszedł do ciała półelfa.
-Cień pada na świat. Możliwe, że wszystko co znasz będzie ciemnością. Nie dopuść do tego! półelf powiedział to resztką sił, po czym wyzionął ducha.
Escalthir ze smutkiem odszedł i rozmyślał nad wszystkim w samym sercu Norenton, największej puszczy Slathardenu- ogromnej, w większości lesistej krainy na zachód od Mestuen. Podjął wtedy najważniejszą decyzję w swoim życiu.Mruknął sam do siebie:
- Nie dopuszczę do triumfu zła. Choćbym miał umrzeć


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Apocalypto dnia Czw 14:16, 14 Paź 2010, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Apocalypto
Nowicjusz miecza


Dołączył: 17 Sie 2010
Posty: 667
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 5/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 10:58, 14 Paź 2010    Temat postu:

I


Wracał do swojego domu ze sporym, czarnym kryształem znalezionym przy zabitym przez orków półelfie. Próbował rozczytać znaki wyryte na nim lecz nie mógł. Jednocześnie czujnie rozglądał się swoimi ciemnymi oczyma po okolicy. Był na otwartym terenie, porośniętym gęstą, sięgającą do kolan trawą. Gdy był już milę od swojej chaty spotkał swoją przyjaciółkę i rozmawiał z nią podczas spaceru:
-Cześć, Escal – powiedziała. Mimo, że nazywał się Escalthir przyjaciele mówili do niego Escal.
-Witaj, Nissi. Co u ciebie? – odpowiedział
-Dobrze. Chociaż ty nie wyglądasz najlepiej. Chyba polowanie ci nie wyszło-mówiąc to spojrzała na jego zakrwawione ręce.
-To nie moja krew. Nie chcesz wiedzieć co zobaczyłem- burknął ponuro
- Nie poznaję cię dzisiaj. Wiesz, że możesz mi zaufać.
- Widziałem śmierć człowieka. Jakieś istoty go zabiły. To chyba orkowie, o których słyszałem gdy byłem dzieckiem. Nie mam ochoty teraz rozmawiać – powiedział i na tym rozmowa się skończyła.
Dotarł do pierwszych domów wsi w której mieszkał.
Była to niewielka miejscowość, nierządzona przez nikogo gdyż krainy Slathardenu nigdy nie znajdowały się pod czyimś panowaniem. Sam Slatharden był prawie bezludny gdyż większość terenu zajmowały gęste lasy.
Wieś w której mieszkał prawdopodobnie była jedynym skupiskiem ludzi w tej krainie. Liczyła kilkudziesięciu mieszkańców. Prawdopodobnie została założona w Pradawnych Czasach kiedy nie było jeszcze żadnych królestw i ludzie wędrowali w poszukiwaniu dogodnych miejsc do zamieszkania.
Kiedy był już w domu zaczął rozmowę ze swoim ojcem:
- Ojcze, daj mi łuk i miecz. Wyruszam w nieznane.
-Escalthirze, co się stało?
-Widziałem orków w lesie. Zabili półelfa na moich oczach. Chcę wyruszyć by pomóc w walce ze złem.
- Masz szlachetne intencje, ale nie wiesz nawet gdzie wyruszyć. Ale orkowie to rzeczywiście poważne zagrożenie. Zło nigdy nie zaatakowało tej krainy. W niebezpiecznych czasach przyszło nam żyć.
-Wiesz coś więcej o orkach?
- Znam ich tylko z dawnych legend. Podobno są to nikczemne stworzenia stworzone przez Ragthana, zwanego też Czarnym Władcą. Jesteś już dorosły więc nie będę cię zatrzymywać. Ale spełnij wolę ojca i zostań jeszcze dzień.
- Tak też uczynię.
Następnego dnia Escal stał w progu domu ubrany w brązowy płaszcz, pod którym widać było skórzaną zbroję. Przy pasie miał długi miecz i skórzaną torbę z zapasami jedzenia oraz grubą, szklaną butlę gdzie przechowywał wodę.
- Żegnajcie – powiedział do ojca i matki i opuścił swoją rodzinną wioskę w zimny, jesienny dzień…


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez Apocalypto dnia Czw 14:19, 14 Paź 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kelin
Uczeń miecza


Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 120
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 3/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 12:27, 14 Paź 2010    Temat postu:

Osa napisał:
Słyszał bardzo wyraźnie charczące głosy orków:
-Tfu! Nienawidzę tych elfich pokrak. Nie smaczne to i śmierdzi.
- Masz rację, Grithul. Dobrze, że Pan Północy daje dobre żarcie. Długa droga przed nami. Ruszać się psy!
Escalthir nigdy nie widział tak podłych istot i serce płonęło mu gniewem.

Niby fajnie, ale coś o podejściu do nich mógłbyś napisać.
Osa napisał:
Wracał do swojego domu ze sporym, czarnym kryształem znalezionym przy zabitym przez orków półelfie. Próbował rozczytać znaki wyryte na nim lecz nie mógł. Jednocześnie czujnie rozglądał się swoimi ciemnymi oczyma po okolicy. Był na otwartym terenie, porośniętym gęstą, sięgającą do kolan trawą. Gdy był już milę od swojej chaty spotkał swoją przyjaciółkę i rozmawiał z nią podczas spaceru:

Powtórzenie do wyrazu "swój". Z tego co zauważyłem, trzykrotne.
Osa napisał:
- Widziałem śmierć człowieka. Jakieś istoty go zabiły. To chyba orkowie, o których słyszałem gdy byłem dzieckiem. Nie mam ochoty teraz rozmawiać – powiedział i na tym rozmowa się skończyła.

A, a, a... A co z nazwą "elf"? Wiem, że się czepiam, ale sam powiedz, czy nie lepiej się czyta, gdy jest wszystko wyraźnie opisane?

Jeśli planujesz jakąś serię opowiadań w tym świecie, albo z tym samym bohaterem, walnij lepszy wstęp. Hmm... Dla mnie nie jasny opis sytuacji. Opis świata średni. Jak na pierwsze opowiadanie, to nieźle. Opisy: 5/10, fabuła 7/10, interpunkcja: 7/10 (brakuje paru kropek i być może przecinków), styl pisania 8/10, ortografia 10/10 (i tak pewnie przez worda przekładane xD). To tyle. Pisz dalej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gothard
Generał armii
Generał armii


Dołączył: 11 Lip 2008
Posty: 3635
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 5/5
Skąd: wiem, że to czytasz?
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 16:50, 15 Paź 2010    Temat postu:

Prolog:
Pierwsze co mi się rzuciło w oczy. Wykończony półelf który jeszcze krzyczał. Rzecz niemożliwa. Następne to płynny język ludzki tych orków, powinni dla mnie mówić prymitywnie jeśli nie jest napisane czemu tak ten język znają dobrze. Potem nagle elf ożywa mimo, że wykończony i ranny dostał zaraz po zaczęciu prologu strzałami to jednak mówi i nawet krzyczy. Po za tym nie ma zupełnie nic o bohaterach, opisie miejsca. Jakieś suche nazwy i nie wiadomo czym to ma być i tak dalej. Zero opisów.
Rozdzial I:
Cóż, zero uchwycenia chwili od początku. Dialog jakoś ujdzie ale nie wygląda specialnie jakby ktokolwiek się przejmował orkami. Ojciec zaczął dla mnie gadać jak Yoda czyli czasownik na końcu.
Ogół:
Zero uchycenia chwili, zero opisów ani przeżyć postaci występujących w tym opowiadaniu. Jakby to były zwykłe roboty. Ćwicz, ćwicz bo to co najwyżej ujdzie jako zabijanie czasu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Apocalypto
Nowicjusz miecza


Dołączył: 17 Sie 2010
Posty: 667
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 5/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 17:04, 15 Paź 2010    Temat postu:

Wyjaśnie i wytłumaczę kilka spraw:

Cytat:
Pierwsze co mi się rzuciło w oczy. Wykończony półelf który jeszcze krzyczał. Rzecz niemożliwa.


Wykończony w sensie takim, że uciekał i był bardzo zmęczony. Krzyczał gdy dostrzegł bohatera i myślał, że mu pomoże a że orkowie władowali mu kilka strzał to padł na ziemię.

Cytat:
Następne to płynny język ludzki tych orków, powinni dla mnie mówić prymitywnie jeśli nie jest napisane czemu tak ten język znają dobrze.


W moim opowiadaniu będzie tak, że orkowie i ludzie z północy służą pewnemu czarnemu charakterowi(fabuły nie zdradzę). Korzystają z ludzkiej mowy. I czy w każdym opowiadaniu musi być tak że orkowie mówią prymitywnie?

Cytat:
Potem nagle elf ożywa mimo, że wykończony i ranny dostał zaraz po zaczęciu prologu strzałami to jednak mówi i nawet krzyczy


Powiedział to resztką sił, z ogromnym trudem. Jak widać był całkiem wytrzymały

Cytat:
Cóż, zero uchwycenia chwili od początku. Dialog jakoś ujdzie ale nie wygląda specialnie jakby ktokolwiek się przejmował orkami. Ojciec zaczął dla mnie gadać jak Yoda czyli czasownik na końcu.


Ten dialog rzeczywiście spieprzyłem.

Postaram się pisać lepiej i dokładniej tłumaczyć i opisywać różne wydarzenia i przedmioty. Nazwy to już kwestia gustu więc jednemu może się podobać a drugiemu nie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kelin
Uczeń miecza


Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 120
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 3/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 17:31, 15 Paź 2010    Temat postu:

Nomadin, dobrze to ująłeś.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Apocalypto
Nowicjusz miecza


Dołączył: 17 Sie 2010
Posty: 667
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 5/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 19:06, 15 Paź 2010    Temat postu:

Poprawiony prolog- teraz według mnie brzmi to bardziej zachęcająco


Prolog:


Escalthir przechadzał się po lasach Slathardenu. Był wysokim, przeciętnie umięśnionym człowiekiem. Wiatr, silny tego dnia rozwiewał mu dość długie kędzierzawe, ciemnobrązowe włosy. Był blady z racji tego, że mieszkał w północnej części kontynentu. Ubrany był tak jak zwykle. Nosił wełnianą, białą koszulę i brązowy płaszcz. Czujnymi, piwnymi oczyma rozglądał się po lesie.
Zobaczył biegnącą postać. Chwilę później, kiedy nieznajomy był coraz bliżej dostrzegł, że jest to półelf.
Uciekający przed kimś lub przed czymś był znacznie wyższy od niego. Wokół niego roztaczała się jasna poświata. Widać było po nim, że jest bardzo zmęczony oraz ranny ponieważ miał bandaż na nodze oraz ślady krwi na podartej, zielonej koszuli.
Półelf mający dobry wzrok, dostrzegł kątem oka chodzącego po lesie mężczyznę i zaczął krzyczeć:
-Orkowie, orkowie! Pomocy!
Zanim jednak Escalthir zdążył coś zrobić dwie ciemne strzały tkwiły w ciele półelfa, który padł na ziemię i powoli umierał.
Nie czekając skoczył w zagłębienie w ziemi otoczone gęstymi krzakami. Słyszał bardzo wyraźnie charczące głosy zbliżających się orków:
-Patrz, Varuk! Jeszcze dycha. Może zjemy go teraz? Kawałek po kawałku by cierpiał.
-Tfu! Nienawidzę tych elfich pokrak. Niesmaczne to i śmierdzi. Niech sobie zdycha.
-Masz rację, Grithul. Dobrze, że Władca Północy dobrze nas wynagradza. Polowanie skończone, ruszać się psy!
Escalthir nigdy nie widział tak podłych istot i serce płonęło mu gniewem. Miał ochotę zabić ich wszystkich, ale bał się i to właśnie strach go ocalił. Dobrze wiedział, że nie miałby szans z tym brutalnymi stworzeniami. Podszedł do leżacego w kałuży krwi półelfa.
- Cień pada na świat. Możliwe, że wszystko co znasz i cenisz zostanie unicestwione. Nie dopuść do tego!-konający powiedział to resztką sił, po czym wyzionął ducha.
Ostatnie słowa nieznajomego były dla Escalthira niezrozumiałe, choć skłoniły go do myślenia. Żył bowiem w prawie bezludnej oraz odizolowanej od świata krainie. Nie znał problemów nękających świat takich jak ciemność, cierpienie, strach, śmierć i rozpacz. Cieszył się każdym dniem, aż do tej chwili. Ze smutkiem odszedł i rozmyślał nad wszystkim w samym sercu Norenton, największej puszczy Slathardenu, ogromnej, w większości lesistej krainie na zachód od Mestuen. Podjął wtedy najważniejszą decyzję w swoim życiu. Mruknął sam do siebie:
- Nie dopuszczę do triumfu zła. Choćbym miał umrzeć!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Apocalypto dnia Pią 21:00, 15 Paź 2010, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kelin
Uczeń miecza


Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 120
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 3/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 19:37, 15 Paź 2010    Temat postu:

No, od razu lepiej. Oceny idę w górę o jeden Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gothard
Generał armii
Generał armii


Dołączył: 11 Lip 2008
Posty: 3635
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 5/5
Skąd: wiem, że to czytasz?
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 07:04, 16 Paź 2010    Temat postu:

Cóż. Ja nadal się przywale do tego elfa. Skoro jest wykończony to napewno trudno mu złapać oddech. Krzyk w tym przypadku jest niemożliwy. Wyobraź sobie, że Ty biegniesz tak szybko jak nogi pozwalają przez las czyli jednocześnie unikanie przeszkód ,mogłeś się parę razy wywalić plus rana z której ubywa krew. Do tego owe mruknięcie na sam koniec. Jak się do siebie mruczy to się nie krzyczy. Co do tego zdania mam mieszane uczucia gdyż osobiście użyłbym go jako myśl. Tylko w mangach gadają do siebie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Apocalypto
Nowicjusz miecza


Dołączył: 17 Sie 2010
Posty: 667
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 5/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 08:38, 16 Paź 2010    Temat postu:

Poprawiony pierwszy rozdział- bez gadania Yody Wink

I

Po kilku godzinach opuścił las i znalazł się na otwartym terenie. Trawa była tutaj wysoka i gęsta. Słońce świeciło, ale wciąż było wietrznie. Escalthir trochę mniej przygnębiony wracał do domu.
Oglądał czarny kamień, wielkości połowy arbuza. Kamień ten znalazł przy zabitym przez orków półelfie. Pokryty był znakami, których nie mógł odczytać. Wyrzeźbione znaki były napisane pismem runicznym, charakterystycznym dla elfów czyli bardziej ozdobnym niż proste runy krasnoludów i znaki alfabetu Mowy Mroku.
Gdy był już milę od domu spotkał swoją przyjaciółkę. Była bardzo ładna, dlatego zawsze gdy ją widział był pod wrażeniem jej urody. Była wysoka i szczupła. Jej długie, kasztanowe włosy swobodnie opadały na ramiona. Twarz miała piękną. Oczy miała zielone. Nosiła prostą, białą suknię.
-Cześć, Nissi. Co tam u ciebie?
- Witaj,Escal. U mnie dobrze – Mimo, że nazywał się Escalthir to przyjaciele mówili do niego Escal
- U mnie trochę gorzej, ale w towarzystwie tak pięknej kobiety znów czuję się doskonale. – powiedział. Nie czuł już przygnębienia i znów był taki sam jak przed zdarzeniem w lesie, choć w najbliższym czasie miał się zmienić nie do poznania. Zresztą był w niej zakochany i łączyło go z nią coś więcej niż tylko kilka upojnych nocy.
- Dziękuję. Coś ci chyba polowanie nie wyszło- powiedziała, patrząc na jego zakrwawione ręce
- To nie moja krew. Nie chcesz wiedzieć co widziałem – odpowiedział ponuro i niechętnie
- No to czyja? Czy ty… ty zabiłeś kogoś? – powiedziała zlękniona
- Nie zabiłem nikogo. Ta krew należy do zabitego przez jakieś istoty półelfa. Nigdy wcześniej ich nie widziałem. Może są to orkowie, o których słyszałem gdy byłem dzieckiem. Naprawdę, chwilowo nie chcę o tym mówić.
- Nie poznaję cię dzisiaj, ale skoro tak chcesz.- powiedziała obrażonym tonem i na tym rozmowa się skończyła.
Dotarł do pierwszych domów wsi w której mieszkał. Była to niewielka osada, która prawdopodobnie została założona w Pradawnych Czasach, kiedy nie było żadnych królestw i ludzie wędrowali w poszukiwaniu dogodnych miejsc do zamieszkania. Nikt nigdy tutaj nie rządził, gdyż krainy Slathardenu nigdy nie znajdowały się pod czyimś panowaniem. Sam Slatharden był prawie bezludny. Możliwe, że wioska w której mieszkał była jedynym skupiskiem ludzi w tej krainie. Zresztą ludzie mieszkający tutaj nie odczuwali potrzeby rządzenia czymkolwiek; byli opanowani i pozbawieni żądzy władzy. Liczyła kilkudziesięciu mieszkańców.
Kiedy był już w swojej chacie, rozpoczął rozmowę ze swoim ojcem, Canthirem.
- Ojcze, daj mi łuk i miecz. Wyruszam w nieznane!
- Synu, co się stało? – jego ojciec odpowiedział, wyraźnie zdziwiony
- Widziałem orków w lesie. Zabili półelfa na moich oczach. Chciał wyruszyć by pomóc w walce ze złem.
- Ciekawe gdzie pójdziesz? Nie masz żadnych map, wskazówek gdzie iść. Możesz zginąć – odrzekł, jeszcze bardziej zaskoczony niż poprzednio
- Nie boję się śmierci. Wiesz coś więcej o orkach?
- Tylko ze starych legend. Podobno są to nikczemne i plugawe istoty, stworzone przez Raghtana, zwanego też Czarnym Władcą lub Mroczną Potęgą Północy. Nie będę cię powstrzymywał, ale zostań jeszcze trochę.
-Tak też uczynię
Przez kilka dni szykował się do podróży oraz wykorzystywał każdy dzień, by cieszyć się życiem. Zapał by ratować świat odrobinę w nim przygasł i niezbyt chętnie myślał o rozstaniu się z rodziną i znajomymi. Nie porzucił jednak wyprawy, o której dowiedziało się kilku jego najbliższych przyjaciół, którym nie mógł odmówić. Cel odrobinę się zmienił. Jego znajomym zależało na odkrywaniu nowych, nieznanych im krain. Escal błyskawicznie to podłapał i marzył teraz o tym, żeby zostać sławnym odkrywcą. Walka ze złem stała się sprawą drugoplanową.
W mglisty, zimny dzień przed jego domem stało dwóch ludzi. Byli to: Ectan i Kars, jego najbardziej zaufani przyjaciele. Ectan był niski i tęgi, a Kars średniego wzrostu. Ectan nosił grubą, wykonaną z futra jakiegoś zwierzęcia kurtkę oraz spodnie, wykonane z trzech warstw skóry. Kars miał takie same spodnie ale nosił solidny, dobrze chroniący przed zimnem płaszcz. Ectan miał przy sobie dwa topory, a Kars łuk i długi miecz. Każdy miał na plecach torbę z zapasami.
-Poczekajcie chwilę! – krzyknął Escalthir
Po krótkiej chwili miał na sobie brązowy płaszcz, pod którym widać było skórzaną zbroję. Przy pasie miał długi miecz wykonany z czystego srebra. Na głowie miał kaptur, zasłaniający większość twarzy.
- Żegnajcie – powiedział do rodziców: Canthira i Ulveth.
I wyruszył wraz z przyjaciółmi… w zimny, mglisty dzień.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gothard
Generał armii
Generał armii


Dołączył: 11 Lip 2008
Posty: 3635
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 5/5
Skąd: wiem, że to czytasz?
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 08:54, 16 Paź 2010    Temat postu:

Cóż. Lepiej to już Ci trzeba przyznać lecz pierwszy dialog dla mnie pod koniec zupełnie nie wyszedł. Nie wiem czy ona uznała jego paplaninę za wymyślanie czy po prostu jest taką bezduszną suką i nie obchodzi ją nic. Po za tym nie musisz tak często wymieniać jego imienia oraz uwzględniać to, że mimo, iż nazywa się tak, to mówią do niego tak. Czytelnik sam się domyśli. Też koniec kiepsko wyszedł, chodzi mi tutaj o opisy postaci oraz to, że gdzieś tak na boku na odpierdziel walnąłeś imiona jego rodziców. Jest to postać trzecioplanowa wiec nie musisz się nią przejmować.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Apocalypto
Nowicjusz miecza


Dołączył: 17 Sie 2010
Posty: 667
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 5/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 11:35, 16 Paź 2010    Temat postu:

II

Dawno już opuścili znane im okolice. Od dwóch dni podróżowali przez gęste lasy Slathardenu. Liście dawno już opadły, a jesień nie była tego roku ciepła. Było wilgotno i zimno.
Wolno i niechętnie maszerowali w nieznanym im kierunku. Postanowili wyruszyć na wschód, choć z pewnością zboczyli już z drogi, bo jakiś czas temu stracili poczucie orientacji.
Nastrój był ponury i nikt nic nie mówił. Mieli jeszcze zapasy na dwa lub trzy dni a deszcz, który spadł niedawno, dostarczył im trochę wody. Mimo wszystko nie mieli powodów do zadowolenia.
Wieczorem Kars powiedział podirytowany:
- Muszę odpocząć. Idziemy stanowczo za długo bez odpoczynku.
- No, dobra. Poszukajmy miejsca na obóz, a później pomyślmy o upolowaniu czegoś. – odpowiedział Escal
Zaczęli szukać jakiejś polany. Po dłuższej chwili Ectan dostrzegł wręcz idealną.
Przynajmniej tak teraz wszyscy myśleli…
Była niewielka, choć bez problemu pomieściłaby kilka osób. Znajdował się na niej krąg z kilku ciemnych głazów, porośniętych od dołu mchem. Wznosiły się ku górze i każda para stojących pionowo kamieni, była połączona jednym poziomym*. Z głazów zwisały sznurki z przywiązanymi do nich zębami zwierząt.
Zanim słońce zaszło stworzyli dach z gałęzi i mchu. Najpierw największe rozłożyli tak, by tworzyły solidny szkielet, później używali coraz mniejszych i wiązali je sznurkami. Na koniec gdy dach był już wytrzymały wyłożyli go grubą warstwą mchu. Na noc zrobiło się mgliście i lodowato. Rozpalili ognisko, wyjęli skóry zwierząt i położyli się spać.
Obudził się nagle. Ostatnie co zobaczył to cień, a właściwie ciemna chmura lub kłąb gęstego, czarnego dymu. Czuł się jakby wbijano mu sztylet z lodu w serce. I wtedy zapadła ciemność…

*Coś a’la Stonehenge


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Apocalypto dnia Sob 11:36, 16 Paź 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gothard
Generał armii
Generał armii


Dołączył: 11 Lip 2008
Posty: 3635
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 5/5
Skąd: wiem, że to czytasz?
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 13:41, 16 Paź 2010    Temat postu:

Cóż, niby takie może być ale jedno mam zastrzeżenie. Jak się pije deszczówke to same nieprzyjemności wychodzą.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kelin
Uczeń miecza


Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 120
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 3/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 15:59, 16 Paź 2010    Temat postu:

Nie ma żadnych maszyn, a więc woda czysta Nomadin. Ja do tego zastrzeżeń nie mam Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Apocalypto
Nowicjusz miecza


Dołączył: 17 Sie 2010
Posty: 667
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 5/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 17:33, 16 Paź 2010    Temat postu:

III

Obudził się na zimnej, kamiennej pokrywie jakiegoś grobowca. Jego przyjaciele też tam byli. Wszyscy bladzi i nie dający znaku życia. Jakaś siła nie pozwalała mu się ruszyć. Nie mógł nawet drgnąć. Mógł tylko otępionym wzrokiem rozglądać się po okolicy. Cierpiał z powodu ogromnego bólu i chłodu w klatce piersiowej. Widział zaś czarny obłok, o kształcie człowieka wyrywający z ziemi niewielkie drzewa.
Kiedy ułożył z nich ogromny stos zaczął śpiewać. Escalthir słyszał zaś powolną, rytmiczną pieśń, którą upiór śpiewał swoim nieludzkim, złowrogim głosem i która była wyraźnie skierowana do niego i jego przyjaciół. Wydawało mu się, że śpiewając zjawa jednocześnie gra na niematerialnej lutni . Płynęły ku niemu smutne dźwięki wywołujące w nim rozpacz i przygnębienie:

Czemu nie krzyczycie
Gdy chcę odzyskać życie?
Zło zabiło mnie
I cierpieć muszę po wszystkie dnie
Stos rozpalę
I wszystkich spalę
Wezwania nie posłuchałem
Zabito mnie gdy spałem
Teraz zimne głazy domem mym
Mroczne sny cierpieniem mym
Cierpieniem mym, cierpieniem mym…


Pieśń ta była smutna i jednocześnie straszna więc odechciało mu się jej słuchać. Po jakimś czasie zrobił coś co wydało mu się niemożliwe. Podniósł głowę i ruszył ręką. Wciąż czuł się fatalnie, ale chyba przełamał paraliżującą wolę ducha. Wyciągnął swój srebrny miecz i skierował się w stronę upiora, zbyt zajętego śpiewem i rozpalaniem ognia. To co później zrobił zaskoczyło jego samego. Zaatakował mieczem zjawę z okrzykiem:
- Ja, Escalthir, syn Canthira rzucam ci wyzwanie!
Widmo nie odpowiedziało. Lutnia upiora błyskawicznie zmieniła i zmaterializowała się w miecz. Piękny.
Na złotej rękojeści były wyryte roślinne zdobienia. Srebrną, błyszczącą blado klingę pokrywały runy.
Upiór wziął zamach i wyprowadził cięcie. Zostało błyskawicznie powstrzymane. Pojedynek trwał długo i szala zwycięstwa często przechylała się na stronę ducha, którego obecność sama w sobie osłabiała Escalthira. Jednak upiór, też się męczył. Jak widać zachowała się część cech śmiertelnego ciała. Bohater dostrzegł to i potężnym uderzeniem zakończył żywot zjawy.
W jednej chwili jego przyjaciele obudzili się, a on sam poczuł się lepiej. Podniósł miecz i przeczytał inskrypcję napisaną pismem runicznym ludzi:
- Dulrasila wykuł Calon.
Kiedy jego przyjaciele doszli do siebie podeszli do Escala.
- Co jest? – mówili ziewając.
- Kiedyś wam opowiem. – odpowiedział lakonicznie.
- Poszukajmy naszego obozowiska. – zasugerował Ectan.
Zaczęli się gorączkowo rozglądać za kręgiem do którego dobudowali dach. Dostrzegli niewyraźne światło bijące od ogniska, które rozpalili na noc. Było bardzo wcześnie więc widać było tylko gasnące ognisko. Zabrali wszystko i wyruszyli. Po dwóch godzinach dotarli do największej rzeki kontynentu, Mestuen. Patrzyli z podziwem na szeroką, niemożliwą do przepłynięcia wpław rzekę a wschodzące słońce raziło im w oczy.
- Jak ją przepłyniemy? – pytali z zakłopotaniem.
- Normalnie. Zbudujemy tratwę – odpowiedział z entuzjazmem.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Apocalypto dnia Sob 18:03, 16 Paź 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum GOTHIC WEB SITE Strona Główna -> Twórczość własna użytkowników Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
Strona 1 z 4

Skocz do:  

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 phpBB Group

Chronicles phpBB2 theme by Jakob Persson (http://www.eddingschronicles.com). Stone textures by Patty Herford.
Regulamin