Forum GOTHIC WEB SITE Strona Główna GOTHIC WEB SITE
Forum o grach z serii Gothic
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy     GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Zwiad

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum GOTHIC WEB SITE Strona Główna -> Twórczość własna użytkowników
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gothard
Generał armii
Generał armii


Dołączył: 11 Lip 2008
Posty: 3635
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 5/5
Skąd: wiem, że to czytasz?
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 18:32, 07 Lip 2010    Temat postu: Zwiad

Jest to rzecz na którą wpadłem gdyż na Legion mam jakąś blokadę której nie umiem na tę chwilę przełamać. Opowiadanko w klimacie s-f i mam nadzieje, że was nie zniechęci razem z długością. Postarałem się zastosować do waszych rad i mam nadzieje, że lepiej mi to wyjdzie. Miłego czytania Smile

-Zasrana pustynia, zasrany upał, zasrany piasek i ta zasrana lornetka! –krzyknął ktoś wyraźnie zdenerwowany.
Człowiek odziany w strój moro. Różne odcienie piasku zlewały go z otoczeniem i jedyne co mogło go zdradzić to czarne fragmenty stroju na pachwinach, kolanach oraz łokciach by mógł nimi swobodnie ruszać. Z wyraźną wściekłością uderzał pięścią lornetkę którą trzymał w drugiej dłoni. Jego towarzysz który klęczał przy jednym ze ścigaczy pustynnych odwrócił się w kierunku swojego kompana i jego zachowanie skomentował zrezygnowanym westchnięciem.
-Czy Ty nie masz naprawdę co robić? –spytał z żalem w głosie- I tak musimy wracać bo zaraz Uskanie zaczną tutaj buszować…
Uskanie…było to koczownicze, humanoidalne plemię zamieszkujące pustynie od wieków. Były to istoty o niebieskiej skórze, wielkich, żółtych oczach oraz małych rogach na głowie zamiast włosów. Przez nadmierną ekspansję ludzi stali się agresywni wobec nich i mężczyzna bijący lornetkę doskonale o tym wiedział więc zaprzestał aktualnie wykonywanej czynności i ruszył w kierunku swojego ścigacza pustynnego który spokojnie lewitował na ziemi za sprawą poduszek powietrznych na których się poruszał. Był to pojazd wąski lecz niezwykle szybki, wręcz idealny do pokonywania takich otwartych terenów jak pustynia. Był on cały w odcieniu piasku okalającego wszystko co znajdowało się w polu widzenia dwóch zwiadowców a na jego skórzanym siedzeniu mogło by ze spokojem zmieścić się dwóch ludzi a na długim dziobie stanowiącym połowę długości ścigacza znajdowało się obudowane żelazem działko przeciwpiechotne stosowane w cięższych pojazdach do ewentualnej obrony. Na siodle leżał hełm właściciela również w odcieniach piasku. Czarna szybka zasłaniała jego oczy a oddychać mógł przez kratki w masce która obejmowała jego usta oraz nos. Poprawił swoje nakrycie głowy chwytając za mały daszek nad oczyma i założył na ramię SKZ`a czyli Szturmowego Karabinu Zwiadowczego i usiadł okrakiem na siedzeniu ścigacza. Dłonie ulokował na kierownicy wyglądającej niczym u harleya by zraz potem pomknąć za swoim towarzyszem w dół półki skalnej łagodnie opadającej na piasek. Gdy znaleźli się już nad piaskiem nie minęła sekunda zanim znaleźli się obok wąwozu w którym zmieścił by się czołg i pomknęli dalej w bezkresne piaski. Jeden jechał za drugim w odległości mniej więcej metra od siebie by czasem nie doprowadzić do zderzenia które przy takiej prędkości na pewno by ich uśmierciło.
„Bzzzzzz...517 zgłoś się…517 zgłoś się, odbiór”.
Odezwał się głos we wbudowanym radiu w hełmach obu żołnierzy. Numer oznaczał nazwę drużyny zwiadowczej do której należeli. Żołnierz jadący z tyłu cały czas trzymając jedną ręką kierownicę przyłożył palec do przycisku który znajdował się przy jego uchu.
„Tutaj 517, odbiór”.
Odpowiedział cały czas patrząc na drogę. Po krótkiej chwili znowu usłyszeli obaj głos w słuchawce.
„Na zachód od was w odległości jednego kilometra wylądował niezidentyfikowany przez radary obiekt, macie sprawdzić co to jest, odbiór”.
Żołnierz jadący na przedzie odwrócił się do swojego towarzysza i przytaknął głową. Zrobili to samo w tym samym momencie.
„517 przyjąłem, bez odbioru”.
Chwilę po zakończeniu rozmowy w jednakowej chwili skręcili w lewo utrzymując cały czas ten sam szyk w tej samej odległości. Jedyną ich przeszkodą była wydma na której jadący z przodu żołnierz wyskoczył wysoko biorąc wcześniej rozpęd w czasie kiedy latał stanął na siedzeniu i krzyknął „Juhu!” by zaraz potem siedząc już upaść gładko na ziemię co wywołało uśmiech u jadącego z tyłu żołnierza który zrobił dokładnie to samo co jego poprzednik i pojechali dalej. Po paru minutach jazdy w oddali na piaszczystej równinie dostrzegli coś co wznosiło się ponad podłoże i miało kształty zupełnie niepodobne do tego co tam się działo. Żołnierz jadący z tyłu znowu odezwał się w radiu lecz do swojego kompana.
„Stój”.
Towarzysz słysząc rozkaz od razu zahamował, zatrzymując się w miejscu a chwilę potem obok niego siedział już na ścigaczu kompan i odpiął lornetkę która była przypięta do jednego z pasów. Gdy przybliżył obraz dostrzegł szpiczastą kapsułę ratunkową która wbiła się głęboko w piasek. Podał lornetkę swojemu towarzyszowi który gdy przyjrzał się widokowi oddał ją z powrotem.
-Jak myślisz Tex? –spytał właściciel lornetki- Co to do cholery robi na takim zadupiu?
-Eee…myślisz, że wiem Fives? –spytał lekko zakłopotany towarzysz- Jedźmy to sprawdzić, możliwe, że ktoś tam jest.
Fives tylko przytaknął głową i podjechał ścigaczem do kapsuły a po chwili Tex również znalazł się pod kapsułą. Obaj zsiedli ze swoich ścigaczy i ściągnęli z ramienia SKZ`y. Karabin z normalnej wielkości, drewnianą, wzmacnianą żelazem kolbą, długą lunetą wbudowaną w karabin znajdującą się na górnej stronie obudowy. Magazynek w kształcie prostokąta znajdował się pod lunetą a zaraz za nim była obłożona skórą część do przytrzymania broni. Najdłuższa była lufa która stanowiła 2/3 długości karabinu dając w ten sposób potężnego kopa pocisku przy strzale. Była ona cała w okrągłych otworach oraz miała przymocowany stojak gdyż broń była maszynowa. Co ciekawe lufę można było wymienić na mniejszą nadającą się na walkę ciaśniejszych przestrzeniach lecz tutaj tylko była na wszelki wypadek gdyż nawet w wąwozach dłuższa lufa stawała się skuteczniejsza. Z tą właśnie bronią która sięgała im od głowy do pasa zbliżyli się do kapsuły której właz znajdował się na górze a przez zaparowane szyby nie dało się nic widzieć. Tex schylił się by przytrzeć szybę która po chwili się rozbiła i pocisk trafił w rękę zwiadowcy który odskoczył do tyłu i przewrócił się a Fives odruchowo zaczął ostrzeliwać kapsułę ze strony z której nadleciał pocisk. W odpowiedzi cały magazynek zawierający czterdzieści pocisków z ogromnym wykopem podziurawił kapsułę robiąc z niej sito. Pewny swojego Fives uklęknął obok zwijającego się Texa.
-Co Ci się stało? –spytał zaniepokojony.
-Skurwiel postrzelił mnie w rękę! –krzyknął wściekły.
-A myślałem, że coś poważniejszego…-rzekł z ulgą Fives- No to wstawaj a ja sprawdzę kapsułę…
I mówiąc to puknął go w hełm by zaraz potem podejść do miejsca skąd nadleciał strzał. Leżał tam zakrwawiony i z podziurawionymi płucami mężczyzna o zielonej skórze a jego trzy pary oczu spoglądały w beznamiętnym wyrazie na właz. Język wystawał z jego ust a w dłoni trzymał pistolet którym zranił Texa.
„O ja pierdole…”
Skwitował Fives widząc ciało Horganina gdyż tak nazywał się owy stwór. Jego rasa rozpoczęła od dawna masowe inwazje na inne planety oraz układy słoneczne co było powodem, że dwójka zwiadowców znajdowała się właśnie w tym miejscu. Urodzili się tutaj, wychowywali i doskonale znają teren więc teraz wykorzystują swoją znajomość.
-Co tam jest? –spytał zaciekawiony Tex który opatrywał sobie rękę podręcznym zestawem medycznym w który był wyposażony każdy ścigacz.
-Nie uwierzysz ale…Horganin…-odpowiedział Fives jakby nadal niedowierzając w to co odkrył.
Jego towarzysz zastygł w miejscu. Zamrugał kilkakrotnie oczyma i odwrócił się do niego mając taki sam wyraz twarzy jak on.
-Powiadom bazę…-powiedział z równym niedowierzaniem.
Fives tylko przytaknął głową i znowu w jego prawym uchu rozległ się szum.
„517 do bazy, 517 do bazy, odbiór”.
Czekał chwilę lecz dla niego ciągnęła się w nieskończoność. W końcu usłyszał wyczekiwany szum.
„Tutaj baza, odbiór”
„Znaleźliśmy kapsułę ratunkową…”-odpowiedział i na chwilę przerwał biorąc oddech- „Horgańską kapsułę ratunkową…odbiór”
Zapanowała cisza. Fives słyszał jakieś głosy które były wyraźnie zaniepokojone. W końcu ktoś odezwał się do mikrofonu.
„517 ilu ich było? Odbiór”
„Znaleźliśmy tylko jednego lecz kapsuła ze spokojem starczyła na piątkę, ten który został nie żyje, odbiór”
„517 wracajcie do bazy, odbiór”
„Ściemnia się, Uskanie zaraz mogą się zjawić. Znajdziemy jakieś schronienie i tam przenocujemy. Wrócimy z rana i skontaktujemy się wcześniej, odbiór”
„Zrozumiałem, bez odbioru”.
I zapadła cisza. Tex siedział już na swoim ścigaczu z bandażem owiniętym pomiędzy kciukiem i palcem wskazującym a nadgarstkiem. Kula tylko otarła go boleśnie o skórę i tylko tak na szybko zdołał to zrobić lecz jednak mocnie to wyglądało. Fives usiadł również okrakiem i spojrzał się na swojego kompana.
-To gdzie proponujesz? –spytał lekko zrezygnowany, nie lubił nocować na terenie wroga.
-Może ten wąwóz gdzie mieliśmy patrol? –zaproponował Tex.
-Co Ty…-pokręcił przeciwnie głową- Uksanie mogą tam coś szmuglować a ścigaczy tak łatwo nie ukryjemy. Może jedźmy na północ, tam są kolejne kamienne wzgórza i w dodatku będziemy bliżej bazy co zmniejszy prawdopodobieństwo natknięcia się na nich.
-No dobra…-westchnął Tex- prowadź…
Fives tylko sprawdził czy wszystko jest na miejscu i zanim odjechali, rzucił granat w do kapsuły ratunkowej i pojechał. Za nimi dało się usłyszeć wybuch oraz fajerwerki. Po kapsule nie zostało nic cennego a dwójka zwiadowców jechała najszybciej jak mogła w kierunku kamiennych wzgórz, miejsca które w razie inwazji miało być naturalną fortecą gdyż wszelkie warunki na to wskazywały. Jechali jak zwykle przez monotonną pustynię która czasem była w postaci piaszczystej równiny a czasem w formie wydm. Nie było tutaj żadnej żywej duszy a ciszę jedynie przerywał odgłos pracującego silnika w ścigaczu. Przy pierwszym powiewie wiatru odczuli takie zimno które zmusiło ich do drgawek oraz dało znak, że zbliża się noc…pora kiedy Uskanie zjawiają się tłumnie w niektórych miejscach lecz to do którego jechali było zbyt blisko ich miejsca docelowego by mogli się tam zapuszczać. W oddali było widać kamienne wzgórza które nazwano „fortem” gdyż znajdowało się w nim pełno naturalnych osłon które pozwalały na długie utrzymywanie tego jakże ważnego punktu strategicznego. Objechali górę od strony zachodniej. Tam była rampa, dosyć nierówna ale udało się po niej wjechać ścigaczom które znacznie zwolniły tempo. Znaleźli się na tak zwanym pierwszym piętrze gdzie znajdowały się wyryte przez inżynierów okna dla strzelców. Przejechali przez trzy takie „piętra” które kryły w sobie wiele jaskiń przykrytych dachami a na samej górze znajdował się kamienny murek który dawał dobrą osłonę dla żołnierza który przykucał lecz tam już nie zjechali tylko zatrzymali się na ostatnim piętrze dla piechoty i wjechali do jaskini gdzie wyłączyli ścigacze które powoli lecz swobodnie opadły na ziemię. Fives razem z Texem zjedli kolację gdyż w razie jakichkolwiek komplikacji zawsze mieli przy sobie trochę racji żywnościowych a potem rozłożyli śpiwory w które również były zaopatrzone ścigacze. Pierwszy na warcie stanął Tex który ulokował się w progu jaskini ze swoim SKZ`tem. Minęła pierwsza godzina jego warty a ten z powodu braku jakiegokolwiek zajęcia wpatrywał się w księżyc i gwiazdy czasem spoglądając na swoją dłoń. Bandaż był przesiąknięty w jednym miejscu krwią lecz taka rana powinna się zagoić przez co zdjął opatrunek i miał rację. Został tylko goły ślad. Poruszał trochę kciukiem i czując, że wszystko w porządku wpatrywał się dalej w gwiazdy. Po kolejnym upływie godziny powoli przysypiał. Opuścił głowę i już miał zasnąć gdy…usłyszał kroki. Zerwał się na szczęście bezgłośnie i mocno ścisnął rączkę gdzie był spust oraz skórzany uchwyt. Przyłożył kolbę do prawego ramienia i powolnym krokiem ruszył do stanowiska strzeleckiego rozglądając się dookoła. W dole widział samochód poduszkowy, dosyć duży a pod nim stało pięciu Uskan rozmawiających dosyć energicznie w dialekcie plemiennym. Tex szybko pognał do Fives`a który spał sobie smacznie w śpiworze i zaczął go szturchać kolbą.
-Co jest Tex…-mruknął senny.
Powiedział trochę za głośno więc jego towarzysz zakrył mu usta.
-Kurwa…-szepnął poirytowany- siedź cicho. Uskanie są pod nami.
Śpiącemu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wysunął się jak najciszej mógł ze śpiwora i wziął swoją broń po czym razem z towarzyszem podszedł do okna dla strzelców.
-Masz jakiś pomysł? –szepnął Tex.
-Hmmm…a co mamy robić? Nie zajdziemy ich…-i wysunął karabin przez okno- to napierdalamy…
I mówiąc to wymierzył w głowę jednego Uskana zajętego rozmową i oddał strzał który rozniósł się echem po wzgórzu a tubylec będący na celowniku odleciał kawałek w bok i upadł twarzą na ziemie tworząc dookoła siebie kałuże krwi. TEx postrzelił trzema pociskami innego Uskana w okolicę krtani i również padł martwy. Reszta schowała się za wozem i z niego wyjęła swoje półautomatyczne strzelby z którymi wynurzali się za samochodu i oddawali ślepe strzały w kierunku góry gdyż nie widzieli zamaskowanych przeciwników. Fives oparł broń o skałę i wyjął zaząbkowany od jednej strony nóż.
-Co Ty robisz? –spytał zdziwiony Tex
-Idę ich zajść, osłaniaj mnie…-odpowiedział mu towarzysz i pomknął w dół.
Szedł przygarbiony oraz nogi zgiął w kolanach by był jak najmniej widoczny. Jeden ze ślepych strzałów trafił tuż obok niego w skałę i padł na ziemię odruchowo. Chwilę potem wrócił do poprzedniej pozycji i wznowił wędrówkę między linią ostrzału trzech Uskan a Texem który zranił jednego z przeciwników w ramię. Ten zatoczył się do tyłu i korzystając z okazji władował w niego kolejne kule które powaliły go ostatecznie na ziemie. Tym czasem Fives zszedł z rampy i posuwał się w tej samej pozycji co wcześniej do samochodu znajdującego się pod ostrzałem kompana. Na szczęście w ich maskach był noktowizor więc bez problemu obaj widzieli wszystko. Zwiadowca który był w dole szybko przemknął do auta i będąc parę metrów przed nim wyskoczył do przodu wyciągając ręce i zrobił kozioł lądując bezpiecznie przed bagażnikiem. Wyjrzał kątem oka i zobaczył dwóch Uskan którzy strzelali dalej na oślep w kierunku wzgórza. Zwiadowca stąpał powoli i zajęci ostrzałem przeciwnicy nawet go nie zauważyli. Jednym szybkim ruchem objął jednego za szyję i przyciągnął po czym podciął gardło. Ostatni z żyjących widząc to odwrócił się i wystrzelił prosto w trupa ze strachu lecz pocisk nie przebił go dostatecznie by zranić Fives`a który cisnął w Uskana trupem by zaraz potem dobić go gdy ten leżał przygnieciony na ziemi. Rozejrzał się jeszcze dookoła i obejrzał pozostałych by się upewnić czy nie żyją i zaraz potem zajrzał do bagażnika. Znajdowały się tam jeszcze ze trzy strzelby, bomba oraz parę paczek tak zwanej przyprawy pustynnej. Był to mocny środek odurzający za którego złapanie groziła kara śmierci. Zwiadowca skwitował widok westchnięciem i odpalił bombę na dziesięć sekund by zaraz potem zerwać się do biegu. Wybuch był duży lecz nie dosiągł Fives`a który normalnym krokiem dotarł do Texa który siedział sobie na śpiworze.
-Teraz czas na twoją wartę –powiedział zadowolony i wsunął się pod śpiwór.
Zwiadowca który wrócił z dołu westchnął tylko zrezygnowany i usiadł się ze swoim SKZ`tem w tym samym miejscu co uprzednio Tex i czuwał…


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Gothard dnia Czw 08:59, 08 Lip 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hadriel
Wojownik


Dołączył: 10 Gru 2008
Posty: 717
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 09:47, 08 Lip 2010    Temat postu:

No no. Klimacik rodem ze Star Warsa (ironia?), bardzo podobały mi się nazwy ras. Fabuła miodna opisy też na fajnym poziomie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
KnifeR
Nowicjusz miecza


Dołączył: 08 Mar 2010
Posty: 404
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 2/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 11:29, 08 Lip 2010    Temat postu:

O jaaa pierd... chciało ci się tyle pisać? Opisów, za dużo (aż nużą Razz ), fabuła mi się nawet spodobała. Czekam na następną część z mniejszą dawką opisów (chociaż trochę mniej Razz ).

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gothard
Generał armii
Generał armii


Dołączył: 11 Lip 2008
Posty: 3635
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 5/5
Skąd: wiem, że to czytasz?
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 09:47, 10 Lip 2010    Temat postu:

Cóż...nawet mi jedna postać teraz wyszła jak Boba Fett xD
I KniF...ja mam to w nawyku ;p

Gdy nastał nowy dzień Zwiadowcy się nie ociągali. Zjedli skromne śniadanie i spakowali najszybciej jak mogli i upewniając się, że nic nie zostawili, ruszyli znowu na północ znowu znajdując się na bezkresnych piaskach pustyni. Nudził ich ten widok, zwłaszcza po takich przeżyciach jakie mieli pod koniec wczorajszego dnia i widok robił się monotonny. Wznosząca i opadająca wydma a po chwili równina…i wszystko pokryte tym zasranym piaskiem. Monotonie na ich szczęście przerwał szum w słuchawkach.
„517 odbiór, 517 odbiór”.
Fives wykonał typową czynność czyli prawą dłonią nacisnął guzik na hełmie przy prawym uchu.
„Tutaj 517, odbiór”
„Wracacie do bazy? Odbiór”
„Tak, wracam…bez odbioru”
Krótki szum zakończył rozmowę i powrócili do wcześniejszej monotonii która na ich szczęście nie trwała zbyt długo. W oddali było widać pierwsze rysy miasta kolonialnego. Wiele takich znajdowało się na Artii, gdyż tak nazywała się planeta i mieszkali tam nie tylko ludzie ale i wiele innych ras z odległych planet. Oni byli z któregoś pokolenia kolonistów więc innej planety po za Aritią nie widzieli. Zabudowania Is Harli (tak nazywało się miasto) zmotywowało ich by przyspieszyć gdyż nigdy nie jechali na pełnej mocy swoich ścigaczy. Miasto nie miało żadnych murów ani niczego podobnego, jedynie żołnierze Związku Galaktycznego pilnowali niektórych wejść oraz patrolując ulice. Akurat zbliżali się do posterunku. Na dachach parterowych budynków zbudowanych z kamienia znajdowały się dwie wieżyczki strzeleckie z przymocowanymi minigunami a na drodze czekało trzech żołnierzy z czego jeden siedział na ścigaczu który był dokładnie taki sam jak Zwiadowców. Jeden z nich miał niebieskie naramienniki co świadczyło o jego stopniu. Wyszedł naprzeciw dwójce nadjeżdżających którzy zatrzymali się.
-Stać! –zawołał rozkazującym tonem- Numer, imię i stopień!
-517, porucznik Fives Dexan! –odpowiedział niczym rasowy żołnierz Fives.
-517, szeregowy Tex Endan! –i tak samo odpowiedział jego towarzysz.
Obaj zasalutowali siedząc na ścigaczach a starszy od nich rangą żołnierz ustąpił im miejsca by zaraz potem znaleźli się w Is Harli. W mieście górowały parterowe budynki gdyż większość mieszkańców wolała mieć domy pod chłodnią ziemią niż na gorącym słońcu. Jedynym wyjątkiem były różne wieże gdzie znajdowały się głównie siedziby korporacji kolonialnych które walczyły o klientów chętnych zasiedlić nowoodkryte planety a wszystko zbudowane z kamienia który był białego odcienia. Mimo gorąca na ulicach panował tłok. Ludzie oraz inni im podobni tłoczyli się na ulicy a w większych, bocznych uliczkach wędrowni kupcy przekrzykiwali się, starając się zachęcić przechodnich do kupienia ich towarów. Również i przed domami znajdowały się stoiska w których było wiele rozmaitości a czasem nawet dało się natrafić na drozdy które pomagały w skomputeryzowanych mieszkaniach. W miarę przemierzania prawie, że jednakowych ulic Is Harli dało się zobaczyć budowlę znacznie przewyższającą inne. Był to gruby, kamienny mur na którego szycie znajdowały się wielkie oraz mniejsze działa pomiędzy którymi krążyły jedno lub dwuosobowe patrole. Była to główna baza sił Związku Galaktycznego do której właśnie zmierzała dwójka Zwiadowców. Gdyby nie stragany ustawione na ich skrótach już dawno by znaleźli się na miejscu lecz ścigacz który tam jakimś cudem się mieścił by stratował wszystkich. Okrężną drogą mijali prawie że identyczne domy by w końcu znaleźć się na pustej przestrzeni która oddzielała bazę od części mieszkalnej. Najbliżej jedynie był bar gdzie chętnie żołnierze chadzali w wolnych chwilach których pewnie teraz przez donos o pojawieniu się Horganian będą mieli mniej. Zatrzymali się przed wielką, żelazną bramą która była prawie tak gruba jak mur. Fives zsiadł ze ścigacza i podszedł do małej tablicy elektronicznej gdzie znajdowała się klawiatura na której wpisał kod i po chwili odezwał się beznamiętny głos niczym z syntezatora mowy.
-517, zidentyfikuj się.
-Porucznik Fives Dexan…-odpowiedział równie beznamiętnie Zwiadowca.
-Przyjąłem –odpowiedział głos po krótkiej chwili ciszy- Witamy w Sektorze M67.
Potem automat zamilkł a wielka brama zaczęła znikać w ścianie gdyż się rozsuwała. Porucznik wskoczył na swojego ścigacza i wjechał razem z Texem do środka. Baza była jeszcze większa niż by się z zewnątrz mogło wydawać lecz mimo to prawie wszędzie był tłok. Pewnie już wszyscy się dowiedzieli o tajemniczej kapsule i już zabrali się za przygotowanie sprzętu i nawet wystawiono KR60 czyli wielką maszynę kroczącą na której potrzeby wybudowano tę wielką bramę. Był to pojazd stojący na sześciu dużych łapach z czego dwie szerzej wystawały i były bardziej luźne by pojazd był bardziej mobilny. Obudowa była niczym u biedronki lecz była to „Żelazna Biedronka” (nazywana tak żartobliwie przez zołnierzy) a zamiast jej łba była zwężająca się kabina która posiadała trzy miejsca. Jedna dla kierowcy a dwa dla strzelców działek znajdujących się po obu stronach kabiny. Nad kokpitem pilota znajdowała się ruchoma wieżyczka z dużym działkiem laserowym, strzelającym ciągłą linią lasera który dziurawił nawet najtwardszy pancerz. Takie działko znajdowało się też na końcu obudowy dla wewnętrznej załogi a pomiędzy niszczycielskimi działami znajdowały się dwa stanowiska strzeleckie z bronią maszynową która miała służyć do obrony przed piechotą. Takie dwa działka znajdowały się też na tle KR60. W Is Harli stacjonowały trzy takie bydlaki w osobnych, pomniejszych bazach gdyż pojazd był wielki prawie jak blok jedno piętrowy a szeroki niczym półtora auta rodzinnego stojącego bokiem a długi był prawie jak hangar w którym stał. Zwiadowcy tylko spojrzeli na maszynę z podziwem gdyż była to maszyna która sama była w stanie roznieść batalion i pojechali dalej w kierunku średniej wielkości, parterowego domu przed którym stał przysypiający w cieniu wartownik. Zatrzymali się przed wejściem i zsiedli ze ścigaczy, zostawiając je by zaraz potem wejść do środka ignorując wartownika który już drzemał w najlepsze. W środku przeważały komputery. Dziesiątki radarów oraz innych urządzeń przy których siedzieli łącznicy dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jedynie w środku pokoju było pusto i właśnie przez ten środek przeszli by skręcić w lewo do mniejszego pomieszczenia. Tam drzwi były otwarte a w nich czekał wysoki i smukły mężczyzna w tunice generalskiej. Całej w kolorze ciemnoniebieskim z czarnymi wzorami na kołnierzu oraz w miejscu gdzie miał guziki sięgające do klaty.
-W końcu jesteście! –zawołał zniecierpliwiony- Wchodźcie!
Zwiadowcy spojrzeli na siebie i wzruszyli obaj ramionami by zaraz potem wejść do środka. W pomieszczeniu oprócz nich znajdowało się jeszcze dwóch dowódców stojących nad planszą strategiczną gdzie już znajdowały się figury przedstawiające kompanie oraz bataliony. Wszyscy spojrzeli się na wchodzących którzy zasalutowali od razu gdy weszli do środka.
-Witajcie –zaczął jeden z nich.
-A więc panie generale –zaczął z szacunkiem Fives- Melduje, że znaleźliśmy tylko jednego Horganina. Kapsuła starczyła ze spokojem na pięć osób lecz śladów nie było widać...
-Cóż…-westchnął rozmówca- W takim razie wyruszy z wami łowca nagród. Wytropi czy ostał się jeszcze ktoś.
-Łowca nagród? –zdziwił się porucznik- Chce pan nająć te szumowiny?
-Uważaj co mówisz sukinkocie…-warknął ktoś groźnie za drzwi.
Wszyscy odwrócili się a w progu stanął normalnego wzrostu mężczyzna który miał na sobie bluzkę oraz spodnie długie w odcieniu piasku oraz założoną srebrną kamizelkę z żelaza która miała przymocowany plecak odrzutowy. Jego opancerzenie obejmowało też naramienniki sięgające do łokci które również miały na sobie ochraniacz a przednią część dłoni zasłaniała żelazna bransoleta sięgająca do nadgarstka schowanego pod rękawicą a na nogach miał ochraniacze na kolana oraz bransolety na łydkach, takie same jak na rękach. Spod wysokich, skórzanych butów dało się zobaczyć wystający nóż a przy pasie pełnym małych torebek spoczywał składany pistolet maszynowy za to na plecach swobodnie wisiał karabin snajperski zawieszony przez ramię. Twarzy nieznajomego nie dało się zobaczyć gdyż była ona zasłonięta srebrnym hełmem i po mimo czarnej szybki w kształcie prostokąta nie dało się nic zobaczyć. Jedynie było wiadomo, że odzywa się przez kratki które obejmowały jego usta oraz nos.
-Oto Hegras Yex –powiedział jeden z generałów- zaprowadzicie go na miejsce.
-Heh…-dobyło się ciężkie westchnięcie spod hełmu- mówiłem, że pracuje sam.
-To konieczność Hergasie –ciągnął dalej dowódca- Znając wasze zapędy najpewniej zarżniecie każdego a nam chodzi o żywych, dlatego posyłamy z Tobą dwóch zwiadowców.
-No niech będzie –powiedział zrezygnowanie łowca- ale oczekuje dodatkowej zapłaty za to bo nic nie było o tym mowy wcześniej…
-O tym jeszcze porozmawiamy…-odpowiedział uprzejmie generał.
Hergas odwrócił się zwinnie na pięcie i wyszedł a za nim Zwiadowcy którzy wcześniej zasalutowali jeszcze raz generałom. Wyszli za łowcą na zewnątrz gdzie czekały nie dwa lecz trzy ścigacze z czego jeden był srebrny. Od razu wiedzieli, że to jest jego.
-Za trzy godziny będę tutaj czekał. –powiedział łowca.
Obaj Zwiadowcy tylko przytaknęli głową i odwrócili się plecami do Hergasa by zaraz potem pójść w kierunku swoich baraków.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
KnifeR
Nowicjusz miecza


Dołączył: 08 Mar 2010
Posty: 404
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 2/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 10:13, 10 Lip 2010    Temat postu:

Lepsiejsze niż część 1 .
Więc daje ci Vaderze, ocenę 9 na 10.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hadriel
Wojownik


Dołączył: 10 Gru 2008
Posty: 717
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 12:38, 10 Lip 2010    Temat postu:

No no. Robi się ciekawie. Ten łowca ala Boba Fett ciekawie się prezentuje. Czekam z niecierpliwością na resztę. 9.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum GOTHIC WEB SITE Strona Główna -> Twórczość własna użytkowników Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

Skocz do:  

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 phpBB Group

Chronicles phpBB2 theme by Jakob Persson (http://www.eddingschronicles.com). Stone textures by Patty Herford.
Regulamin