Forum GOTHIC WEB SITE Strona Główna GOTHIC WEB SITE
Forum o grach z serii Gothic
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy     GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Legion

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum GOTHIC WEB SITE Strona Główna -> Twórczość własna użytkowników
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gothard
Generał armii
Generał armii


Dołączył: 11 Lip 2008
Posty: 3635
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 5/5
Skąd: wiem, że to czytasz?
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 16:10, 03 Lip 2010    Temat postu: Legion

Oto moje najnowsze dzieło. Nawet nie zacząłem go zaczynać więc ilość która tu się znajduje być może zapowiada rzecz długą niczym książka. Nie wiem ile może mi to zająć ale na razie niech długość tego was nie przerazi. Prolog jak chcecie możecie pominąć ale znajdują się tam istotne informacje i nie będziecie wiedzieli co i jak nie przeczytacie. Po za tym nie wiem czemu was to odpycha skoro to nawet nie więcej niż 19 stron formatu a5 (zeszytowy). Więc Ci którzy się przełamią. Miłego czytania Smile

Prolog
Daleko…bardzo daleko na zachodzie po za największymi morzami, najwyższymi górami, oraz najbardziej rozległymi stepami znajdowało się królestwo zwące się Traid. Nazwane zostało ono przez pierwszego króla by upamiętnić zamieszkujące te tereny plemię Traidów, ludu jeźdźców oraz wspaniałych łuczników. Było ono jednym z wielu które znajdowało się na nizinnych polach które lekko wznosiły się i upadły, czasem zagłębiając. Granice jego znajdowały się daleko od wielkich pustyń znajdujących się na północy kontynentu gdzie jedyną istotą myślącą były plemiona koczownicze, oraz daleko od stromych, niezbadanych nigdy gór. Leżało ono wzdłuż morza węży które zawdzięcza swoją nazwę przez liczne węże morskie zamieszkujące tutejsze wody. Sprawiało to, że naprawdę odważni albo, naprawdę szaleni kupcy przybywali tutaj ze swoimi towarami czasem cenniejszymi niż wszystko inne. Na granicach Traidu stały kamienne forty które dumnie stały na stromych wzgórzach dookoła których roztaczały się polany by w razie ataku sąsiadów, obrońcy mogli zadać jak najdotkliwsze straty przeciwnikowi na otwartym polu a jako, iż królestwo słynęło z wyśmienitych strzelców dwójka sąsiadujących królestw nie śmiało podnieść ręki na nadmorskie państwo. Z kolejnymi pokoleniami królów stosunki między trójką państw polepszały się a królestwo Krytanii które graniczyło bardziej na południu zostało lennikiem Memnani przez to, iż bunty mieszczan teraźniejszego lennika doprowadziły do obalenia władcy co wykorzystał król Yarden I z rodu Ardów, który swoją armią słynącą z doskonałej dyscypliny zaprowadził tam ład a nowo wybrany przez niego władca, Filpus II, syn obalonego króila Filpusa I, zgodził się zostać lennikiem państwa Memnani. Aktualnie rządzący królestwem Traid, Opatius III z rodu Rastów zaniepokoił się tym faktem i dążył do polepszenia stosunków z królem Yardenem I by czasem nie chciał zagarnąć ziem Traidów dla siebie. Lata mijały a więzi między rodem Rastów a Ardów zacieśniały się przez dobrze prowadzoną politykę Opatiusa III którego jego poddani okrzyknęli „mówcą”. Wszyscy myśleli, że pokój nigdy nie ustanie do czasu gdy władcę królestwa Traid zamordowano a zabójca nie został schwytany. Ci którym nie pasowała przyjaźń Traidów z Memnanami od razu obrzucali winą Yardena Arda I, co doprowadziło do otwartej kłótni między rycerstwem obu stron a nawet do wojny którą w porę aktualny król Memnani zakończył kontrowersyjnym dla obu stron ślubem z jedyną następczynią tronu królestwa Traid, Batsaną. Ani Traidzi, ani Memnanie nie wiedzieli czy ten ślub był z przymusu czy też dobrowolny ale jedno było pewne. Od teraz państwa połączyły się w jedno. Z początku większa ilość mieszkańców niż wcześniej była zniesmaczona z tego powodu lecz z czasem zaczęli dostrzegać pozytywne strony tego sojuszu który dawał szansę na wyjście z zaistniałej sytuacji która niedawno się wydarzyła a mianowicie, z niezbadanych terenów górskich wyszła plaga humanoidalnych stworzeń. Były to kudłate bestie, potężnej postury oraz wzrostu człowieka. Posługiwały się jedynie prymitywnym dialektem a przewodził nimi wygnany nekromanta, Ritius który został wypędzony przez kontakty z demonami. Te czyny dały mu taką moc, że potrafił owinąć sobie wszystkich Luksian, gdyż tak nazywano te stwory, dookoła palca. Wieść ta migiem docierała wszędzie. Nawet ludy koczownicze na najdalszych ostępach północnych pustyni wiedziały o pladze stworzeń które bezlitośnie paliły wioski i mordowały wszystkich którzy ostali się przy życiu. Była to zemsta Ritiusa którego pochłonęła rządza podbicia kontynentu od wschodu do zachodu, od północy do południa co zagrażało wszystkim państwom. Memnania połączona z Traidem oraz mając za lennika Krytanię były jednym z większych królestw które były głównymi celami ataków humanoidalnych stworzeń kierowanych przez żądnego mordu nekromantę. Yarden wiedział doskonale, że od jego decyzji zależy życie tysięcy ludzi którzy służyli jemu. Wiedział on, że jeśli czegoś nie zrobi to i nadciągająca plaga wchłonie również i jego królestwo…

Rozdział I
Słońce powolnie…prawie niezauważalnie wznosiło się w górę oświetlając królestwa Traid, Memnani oraz Krytanii. Dla większości był to tylko kolejny dzień…lecz nieliczna grupa osób widziała w tym coś więcej. Magię…coś zupełnie niezwykłego. Widok który można było zobaczyć bardzo wiele razy lecz dla nich był on zawsze czymś oryginalnym…czymś co dla nich mogło się nigdy nie kończyć. Były to osoby różnego stanu. Bezdomni, bezrobotni, rzemieślnicy albo ich dzieci, arystokracja a nawet członkowie rodziny królewskiej którzy często wykradali się z pałaców po za tereny miasta by móc ujrzeć ten widok. Wznosząca się kula ognia zapowiadająca nadejście nowego dnia…czasem zwykłego, czasem przybliżającego wyczekiwany moment albo taki o którym chciało by się jak najszybciej zapomnieć. Jedną z osób która wymknęła się z pałacu by ujrzeć ten widok był pewien młodzieniec. Swoim ani masywnym, ani wychudzonym ciałem opierał o konar masywnego, grubego drzewa które było jego stałym podparciem gdyż prawie codziennie chadzał tutaj by zobaczyć ten widok. Błękitnymi oczyma niczym spokojny ocean…taki który nigdy nie wrzał…taki który spokojnie unosi się i opada pod wpływem wiatru spoglądał na unoszącą się kule ognia. Lekki wiatr towarzyszący temu zjawisku poruszył jego długie i jasne niczym owies włosy zasłaniając widok. Z jego ust dobyło się tylko prawie niedosłyszalne westchnięcie i uniósł lewą dłoń powoli by w takim samym, mozolnym tempie odgarnąć je z twarzy. Przełożył je prawie wszystkie za ucho oprócz paru, cienkich kosmyków które lekko połaskotały jego prawy policzek a dłoń bezwładnie opadła na jego udo. Chwile po tym prawą dłonią zaparł się drzewa stojącego tutaj dłużej niż on sam żyje i powoli zaczął zbierać się z ziemi zostawiając ślad w postaci przygniecionej pod wpływem jego ciężaru trawy. Po dłuższym czasie stał już na swoich długich jak cały on nogach po czym zaczął otrzepywać swoje luźne, niebiesko-czarne szaty z różnych rzeczy które się przytwierdziły do jego ubrań a następnie ruszył powolnym krokiem w dół wzgórza na którym siedział a wzrok jego spoczął na pałacu otoczonym kamiennymi murami. Nawet już z tej odległości dało się zobaczyć zdobienia na ścianach prostokątnego budynku z czterema wieżami po kątach. Miał on siedem pięter i na zewnętrznych ścianach tych pięter przeplatały się ze sobą ogień i woda. Miało to symbolizować spokój który panuje w tym miejscu lecz członek rodziny królewskiej zmierzający do swojego domu wiedział, że to tylko pozory. Jego matka która zarządzała budynkiem miała wiecznie pretensje do każdego a zwłaszcza do niego. Codziennie powtarzała się ta sama historia o tym, że jako arystokrata nie powinien wracać uświniony co w przypadku jego rodzicielki „uświnić” oznaczało nawet centymetrową plamkę na rękawie. Czasem zastanawiał się jakim cudem jest spokrewniony ze swoją matką gdyż jest jej zupełnym przeciwieństwem. Podczas gdy ona próbowała zachować wszystko w idealnym dla niej porządku to on nie dbał o nic. Rozmyślając na ten temat stanął pod fosą i włożył dwa palce do ust by po chwili głośno gwizdnąć. Na ten znak most zwodzony powolnie opadł na ziemie wydając z siebie charakterystyczny dźwięk a do tego jeszcze nieprzyjemne skrzypienie które pewnie pobudziło wszystkich w domu. Zarządczyni domu inwestuje pieniądze na wszystko oprócz w zabezpieczenia swojego domu co daje się już bardzo we znaki i strażnikom oraz pozostałej części pałacu. Gdy most zwodzony uderzył o trawę, młodzieniec skwitował to tylko cichym westchnięciem i ruszył w kierunku głównych drzwi do swojego domostwa. Strażnicy przyzwyczajeni do tego, iż zwykł wracać o takich porach nie wpatrywali się specjalnie w arystokratę który raczył przekroczyć powolnym krokiem bramy które w końcu mogły zostać zamknięte. Młodziak przeszedł tylko pomiędzy dwoma, szerokimi budynkami w których mieszkali oraz jedli żołnierze by zaraz potem znaleźć się w ogrodach które zajmowały największą powierzchnie zamku. Płot z krzaków przystrzyżonych z mistrzowską precyzją przez ogrodników którzy uchodzili za najlepszych w Traidzie. Za nimi drzewa rosnące w prawie jednakowych odstępach oraz wyglądające prawie tak samo. Mimo, iż członek rodziny królewskiej czasem tutaj wypoczywał za co matka go karała to nie lubił gdy wszystko było takie idealne. Zawsze wolał wymykać się gdy miał okazję do lasu i tam spacerować nad jezioro albo rzekę by odizolować się od arystokratycznej rzeczywistości która do niego nie pasowała. Tak patrząc beznamiętnym wzrokiem zobaczył jak drzwi do pałacu się otwierają a zaraz po tym na zewnątrz zjawiła się kobieta która weszła w wiek przekwitania lecz po mimo to nadal wyglądała na młodą i zachowała swoją figurę. Była za to o wiele mniejsza od arystokraty i tylko wysoki kapelusz w kształcie ostrosłupa stożkowego dodawał jej paru centymetrów oraz miała o wiele bardziej wystrojoną suknie którą podciągnęła trochę do góry by nie pobrudzić jej o kamienny chodnik a po wyrazie twarzy było widać, że była bardziej niż wściekła. Młody arystokrata zatrzymał się widząc jak kobieta się do niego zbliża i zaczął rozważać ewentualną ucieczkę ale zrezygnował z niej lecz w razie większego zagrożenia przygotował się na bieg przez pałacowe ogrody.
-Alion! –krzyknęła zdenerwowana kobieta- Gdzieś Ty u licha znowu się podziewał bachorze!? –i krzyknęła jeszcze raz gdy znalazła się przed nim i uderzyła go tak mocno jak mogła w policzek.
-Ehh…-westchnął ze zrezygnowaniem Alion i spojrzał się beznamiętnie na matkę- przecież to powtarzam Ci codziennie kobieto…-powiedział zrezygnowany- w lesie…
-Ile razy ja Ci mam mówić gówniarzu jeden, że to nie odpowiednie miejsce dla ludzi szlachetniej krwi?! –wrzasnęła na niego znowu, prawie pisząc- I nie jestem dla Ciebie kobietą tylko twoją matką!
-Na wszystkich bogów…-powiedział sam do siebie z pretensją.
-Ty tylko narzekasz! –wrzasnęła na niego również z żalem- Ja tu dla was wszystkich staram się o to by wam jak najlepiej się żyło a Ty nadal w tym buszu siedzisz! Idź, dalej! –krzyknęła po raz kolejny prawie piszcząc i odwróciła się by zaraz potem pójść.
Alion tylko stał patrząc na oddalającą się w kierunku pałacu matkę a gdy zniknęła za drzwiami trzaskając nimi najmocniej jak była w stanie. Sytuację tę skwitował wyłącznie swoim charakterystycznym dla siebie, zrezygnowanym westchnięciem i wolno, prawie jak ślimak zaczął się posuwać w kierunku drzwi słysząc już teraz głośne narzekania jego matki na niego. W porównaniu do niej przywykł już dawno do tego gdyż cyrk ten powtarzał się codziennie. Uniósł lekko głowę do góry by spojrzeć przez okno na służbę pałacową oraz innych członków rodziny królewskiej. Nie znał nawet połowy członków swojego rodu nawet z imienia. Jedyne osoby które znał to były te z którymi mieszkał pod jednym dachem. Gdy znalazł się już pod drzwiami wrzaski jego matki ucichły co sprawiło, że nie czekał z otworzeniem drzwi by zaraz potem po chichu wślizgnąć się do środka. Przymknął drzwi by nie zwracać na siebie żadnej uwagi i odwrócił się do nich plecami. Znajdował się teraz w sali głównej. Stał na dywanie czerwonym po którego obu stronach stały kolumny a ciągnął się do salonu. Obie strony wyglądały prawie że identycznie. Pomniki wyidealizowanych, nagich postaci w jednakowych odstępach a pomiędzy nimi znajdowały się wielkie obrazy przedstawiające najznamienitszych członków rodu by obok schodów znajdujących się przy ścianach wisiały pomniejsze obrazy przedstawiające rozmaite sceny batalistyczne. Widok tego był już dla niego monotonny i jak zawsze o tej porze świeciło tutaj pustkami. Wszyscy oprócz niego siedzieli w swoich komnatach i uznał, że czas też dla niego. Skręcił w prawo gdyż pomieszczenie w którym sypiał znajdowało się na prawym skrzydle i zszedł z dywanu na granitową posadzkę po której ślizgał się na swoich ciężkich, skórzanych buciorach które zostawiały ślady pisaku na podłodze lecz on nie zwracał na to żadnej uwagi. Chwycił się starannie wykonanej, drewnianej poręczy i zaczął wspinaczkę po schodach wykonanych również z granitu. Powoli ale w końcu stanął na szycie schodów i rozejrzał się dookoła. Tutaj wystrój był zupełnie inny. Ściany były koloru bordowego a w dużych odstępach między drzwiami które wskazywały, że pokoje były wręcz ogromne wisiały gobeliny a pomiędzy nimi ozdobne zbroje na które Alion razem z jego ojcem jako jedyni zwracali uwagę. Mimo iż młody arystokrata nie był typowym przedstawicielem ludzi stanu do którego należał to był za to wojownikiem i strategiem. Ojciec który służył przez jakiś czas w armii Triadu udzielał mu lekcji na których jego syn lubił siedzieć a jeszcze bardziej uwielbiał treningi praktycznie jak też i teoretyczne w walce mieczem i strzelaniu z łuku u strażników pilnujących pałacu. Często z też ze swoim opiekunem przechadzał się po korytarzach pałacu by dostawać lekcje na temat zbroi których rodzajów było tutaj pełno. Pokazywał mu słabe punkty każdego pancerza oraz zalety i wady wojownika który nosi taki pancerz dzisiaj jednak Thengrot gdyż tak miał na imię ojciec Aliona miał za dużo pracy w swoim biurze by móc udzielić mu tylko lekcji i dzisiaj wyłącznie miał przedłużony trening ze strażnikami którzy nie mieli nic do roboty tylko uczyć młodego arystokraty walki. To wszystko przypomniało się mu kiedy spojrzał na ciężką zbroje płytową która stała najbliżej schodów. Jak miał w zwyczaju wydał z siebie zrezygnowane westchnięcie i skręcił w prawo. Jego pokój znajdował się na pierwszym piętrze gdyż na wyższych piętrach mieszkali starsi członkowie rodu Rastów a Alion był najmłodszy z całego domu jednak posiadający o wiele większe umiejętności bojowe i znający przynajmniej podstawy strategii nie stawał się pomiotem wrednych i starszych krewnych którzy zwykle zaczepiając go odchodzili ze złamanym nosem lub wybitym zębem gdyż młodzieniec nie wyglądając na silnego potrafił uderzyć tak mocno, że już nie jedni upadli pod jego ciosem dlatego też gdy obok niego przechodził Hronus mający jeszcze ślad na twarzy po jego uderzeniu tylko skinął mu głową przechodząc obok nie wydając z siebie żadnego odgłosu. Alion również skinął mu głową a gdy się minęli, uśmiechnął się lekko przypominając sobie cios wymierzony w lewy policzek swojego starszego kuzyna który zabrał mu miecz podarowany przez ojca do którego młody arystokrata był najbardziej przywiązany. Po krótkiej wędrówce przez korytarze znalazł się przed swoimi drzwiami które jako jedyne nie były zdobione gdyż wcześniejsze wyleciały razem z młodszym bratem który pijany, zdemolował mu pokój a matka myśląc, że go to zdenerwuje dała mu zwykłe, płaskie drzwi które i tak były wystarczająco uszkodzone, że nie chciały się zamykać więc lekkim kopniakiem utorował sobie przejście do swojej komnaty i od razu znajdował się w salonie który zajmował znaczną część jego własnej części mieszkalnej. Dookoła okrągłego dywanu znajdowały się na zmiano fotele oraz kanapy a na środku dywanu leżał duży stół na którym były jeszcze ślady po niedawnej libacji alkoholowej na której wspomnienie lekki uśmiech wymalował się na jego nie wyrażającej zwykle emocji twarzy. Spojrzał w lewo na część pod jednym z dwóch wyjść na balkon który przylegał do ściany właśnie na lewo od niego oraz naprzeciwko arystokraty. Tam, w kącie po za kominkiem w którym spoczywał popiół oraz wygodnym fotelu znajdowało się parę regałów na których znajdowały się książki zawierające praktyki strategii które młodzieniec zawsze chętnie lubił czytywać kiedy nie wiedział co ma ze sobą zrobić oraz o podobnej tematyce lecz rzadziej przez niego ruszane z półek. Z prawej za to stały zamknięte drzwi do jego łazienki a przed wejściem znajdowało się parę małych obrazów przedstawiających sceny batalistyczne w których uczestniczyła jego rodzina a nawet na jednym znajdował się jego ojciec który był dla niego ideałem. Od małego chciał dorównać wiedzy jaką posiadł podczas wypraw wojennych w czasach walk z rycerstwem które mimo, iż były krótkie to jednak bardzo wpłynęły na wielu jej uczestników. Jednak jego głównym celem była sypialnia która znajdowała się w rogu pod ścianą stojącą przeciwległą do drzwi a prawą. Stanowiło ją tylko duże łóżko z baldachimem którego kolorami przeważającymi był krwistoczerwony który według jego matki w ogóle nie pasował do ścian które były pokryte drewnem lecz dla niego ważne było to iż mu to nie przeszkadzało i słowa swojej opiekunki zawsze puszczał mimo uszu. Idąc jak zwykle powolnym krokiem w kierunku obranego przez siebie celu kątem lewego oka spojrzał na duży kontuar z rozmaitymi trunkami znajdujący się naprzeciwko łóżka. Myślał przez chwilę by wziąć sobie butelkę wina lecz odrzucił te myśl gdyż znowu wywiązała by się kłótnia między nim a jego matką, że upija się już z rana. Potrząsnął tylko głową starając się odpędzić te myśli które mimo jego woli często się pojawiały, gdyż prawie zawsze zarządczyni miała dla niego jakieś pretensje. Starając się nie myśleć o tym pozwolił wszystkim mięśniom opaść na wygodne łóżko i prawą dłonią sięgnął po książkę którą skończył czytać poprzedniej nocy o rozmaitych sposobach wykorzystania jednostek miotających w bitwach. Było to pewne zadanie domowe od ojca który nie mając czasu prosił go by czytał książki o podobnej tematyce z troski by jego nauka nie ustała. Gdy chwycił grubą książkę za twardą okładkę koloru bordowego na której znajdował się łuk z kołczanem a nad nim drukiem przypominającym złoto wypisane „Raktus Olmem…Łuki, kuszę oraz inne bronie miotające oraz wykorzystanie ich w bitwie”, przeturlał się na plecy. Tytuł może i jest długi lecz według Aliona, książka była bardzo interesująca, szybko mu się ją czytało i zawsze przy niej tracił rachubę czasu. Teraz też otworzył lekturę tam gdzie zostawił okładkę i zagłębił się w tekst w niej zawarty lecz długo nie trwało a odezwał się jego brzuch domagający się czegoś co by go napełniło. Znowu z ust młodego arystokraty wydostało się zrezygnowane westchnięcie i wsunął powoli twardą zakładkę tam gdzie znajdowała się z powrotem i jednym, energicznym ruchem wstał z łóżka by trochę żwawszym krokiem wyjść ze swojego pomieszczenia i zszedł tam gdzie wcześniej, czyli do sali głównej gdzie Jinos oraz Kiertarda którzy byli jego odległym kuzynostwem prowadzili dyskusje. Alion, przechodząc obok nich swoim zmęczonym i niskim głosem rzucił tylko do dwójki rozmówców „Dobry” a Ci odpowiedzieli mu życzliwie. Znalazł się w głównym salonie gdzie już czwórka jego krewnych rozmawiała przy dużym stoliku przy którym mogli zmieścić się wszyscy mieszkańcy pałacu. Skręcił w lewo by przejść cały salon, najpierw przez część jadalną a potem tą która była wyznaczona do zabawy a brak mebli a jedynie bluszcz wijący się swobodnie po ścianach i suficie wskazywał, że głównie do tańczenia. Na końcu znalazł się przed drzwiami które były równie zdobione jak cała reszta…no może oprócz jego drzwi. Już za nich dobywał się przyjemny zapach śniadania. To pobudziło go do szybszego działania i pchnął drzwi powoli gdyż już parę razy zdarzyło mu się uderzyć któregoś pracownika który zwykle na ziemi lądował z jedzeniem. Wystawił głowę i rozejrzał się dookoła czy nikogo nie uderzy i wślizgnął się do środka. Obsługa kuchni kłębiła się po całym, dużym pomieszczeniu szykując jedzenie dla każdego. Domknął drzwi stojąc do nich tyłem i rozejrzał się dookoła po pomieszczeniu które całe było obłożone kafelkami oprócz sufitu oraz prawie wszędzie walały się czyste albo brudne naczynia. Wśród tego na pierwszy rzut oka nieporządku starał się dojrzeć kogoś kto miałby czas zrobić i coś dla niego gdyż rodzina nie chcąc jadać przy jednym stole oraz tego samego sama zamawia sobie jedzenie do pokojów. Dostrzegł pewnego z lekka niskiego lecz bardzo dobrze zbudowanego mężczyznę który wyłonił się za drzwi dla służby. Młodzieniec nie tracąc czasu z zadziwiającą jak na niego szybkością ruszył w kierunku kucharza który uśmiechnął się na jego widok.
-Cześć Alion! –zawołał wesoło pracownik pałacu i obdarzył go szczerym uśmiechem.
-Witaj Mat, witaj…-odpowiedział mu beznamiętnie lecz nadrobił to równie szczerym uśmiechem który jednak wykazywał zmęczenie życia w pałacu- Wiesz co dzisiaj nie?
-A jak! –wyszczerzył się Mat pokazując rządek lekko żółtawych zębów które jednak były równe oraz w komplecie- Gdzie tym razem?
-Przy fontannie bliżej waszych kwater –odpowiedział równie zmęczonym głosem co wcześniej i wyszedł przez wejście dla służby odpowiadając na powitanie każdego pracownika pałacu który zwrócił się do niego.
Był on jednym z niewielu mieszkańców którzy utrzymywali kontakt ze służbą oraz strażą. Reszta uważała ich za prostaków, niektórzy nie traktowali ich jak przedmioty ale też nie zaznajamiali się z nimi a garstka osób do których należał Alion utrzymywała z nimi dobre kontakty. Znalazł się właśnie na kamiennym chodniku pomiędzy zachodnim skrzydłem pałacu a kwaterami dla służby która zajmowała się utrzymywaniem porządku w pałacu. Szybko po wyjściu usunął się w bok by nie przeszkadzać innym w pracy i zaraz potem powrócił do swojego normalnego, ślimaczego tempa. Mimo iż fontanna była w odstępie małym od arystokraty to jednak jemu nie spieszyło się specjalnie. Wiedział, że dopiero dzień się zaczął a i tak nie ma tutaj nic do roboty po za treningiem ze strażnikami który jednak musi mieć swoje ograniczenia. Kątem lewego oka spojrzał w kierunku pola treningowego na którym zwykł trenować z dowódcą straży Yilianem. Mimo iż był to człowiek prawie w wieku jego matki to cały czas był on żwawym, szybkim i bardzo zwinnym wojownikiem a Urgath który był jego nauczycielem w strzelaniu z łuku był w prawie takim samym wieku co on lecz już strzelanie z łuku niemal do perfekcji opanował. Nie widział ich teraz lecz kontury postaci śmigające za oknem wskazywały na to, że wszyscy strażnicy już żyli a po chwili most zwodzony zaczął opadać by część wyszła na poranną przebieżkę. Mimo, iż dzień nawet nie był bliski południe to już po raz kolejny z ust arystokraty dobyło się zrezygnowane westchnięcie. Bardzo często narzekał na nudne życie w pałacu i gdyby nie lekcje oraz treningi mógłby okazać się pierwszym człowiekiem który umrze z nudów. Często patrząc na żołnierzy chciałby być jak jeden z nich. Mimo, iż też nie mieli kontaktu z polem bitwy to ich cel był jasny a on swojego nie widział. Był jednym z wielu członków rodu Rastów i wiedział, że nic wielkiego nie zrobi gdyż miał przeczucie, że Yarden nie wie o nim jak i o wielu członkach trzech rodów które sprawowały władzę w zjednoczonej koalicji trzech królestw. Tak rozmyślając nad tym dowlekł się do fontanny i usadowił się na niej. Jego tempo było takie wolne, że widział już Mata który szedł w jego kierunku z tacą prawie się potykając przez to iż kroki które stawiał były małe lecz niezwykle szybkie. Gdy podał Alionowi tacę, ten skinął mu głową z charakterystycznym dla niego zmęczonym uśmiechem w wyrazie podziękować a kucharz odwzajemnił gest i odwrócił się by powrócić do kuchni. Młody arystokrata powoli spojrzał na tacę. Dwie kiełbasy, jajecznica oraz dwie grzanki i kubeł kawy. Jak dla jego matki było to bardzo pospolite śniadanie lecz jemu w zupełności wystarczyło do południa. Szybko, wręcz z niepokojącą szybkością wchłaniał jedzenie nie rozdrabniając do końca kawałków jedzenia które po mimo rozmiarów z przeciskały się przez gardło młodzieńca który nic nie odczuwał. Po krótszym czasie wstał z brudnymi naczyniami i chwytając za srebrne uchwyty tacy ruszył w kierunku kuchni do której na szczęście nie musiał wchodzić gdyż jeden z krążących w te i we w te pracownik wziął od niego tacę przy okazji witając się z nim. Alion zadowolony z tego, iż ktoś raczył go wyręczył ruszył do swojej komnaty tym razem przez drzwi frontowe. W sali głównej nie zastał tym razem nikogo i wszedł swoim ślimaczym tempem na górę by prawie zderzyć się z kucharzem lecz jego wyćwiczony przez Yiliana pozwolił mu w porę minąć się z pracownikiem. Ruszył tą samą drogą przez ten sam korytarz którym wielokrotnie kursował do swojego od paru lat odwiedzanego pokoju w którym nic oprócz drzwi się nie zmieniło. Wszedł w taki sam sposób jak poprzednio i swoim ślimaczym tempem dotarł do łóżka na które uwalił się tak samo jak wcześniej i wznowił czytanie swojej lektury która bardzo prędko pochłonęła młodego arystokratę i nawet głośna kłótnia członków rodzeństwa która była dosyć blisko niego nie była w stanie go odpędzić od lektury.
Czas mijał a każdy szukał dla siebie zajęcia podczas gdy Alion przewracał kolejne strony książki dowiadując się coraz to nowszych rzeczy. Po bliżej niezidentyfikowanym dla niego upływie czasu podniósł się by spojrzeć przez okno w kierunku baraków dla żołnierzy. Widząc, że codzienne szkolenia toczyły się w tym samym tempie uznał, że to odpowiednia pora by wyjść na zewnątrz. Wsunął zakładkę pomiędzy strony na których skończył czytać i jednym, energicznym ruchem był już na nogach przed łóżkiem by zaraz potem ruszyć w kierunku regałów z książkami pomiędzy którymi wisiał długi miecz w starannie zadbanej, skórzanej pochwie oraz ze srebrną, wystającą z niej klingą. Gdy doszedł do broni pochwycił ją za najzwyklejszy, skórzany pas który przypiął sobie do spodni i ruszył na dwór przez ten sam korytarz i przez te same sale oraz drzwi. Od razu gdy pchnął duże drzwi wyjściowo-wejściowe wziął głęboki oddech by móc zaczerpnąć świeżego powietrza. Od razu ruszył swoim ślimaczym tempem w kierunku pola treningowego, zapominając by zamknąć drzwi. Tam na polu którego cała powierzchnia była bardzo krótko przystrzyżoną trawą której prawie nie było przez dosyć agresywne zachowania żołnierzy toczących pojedynki nie tylko na miecze. Często walka bez żadnych zasad miała za zadanie rozstrzygnąć kłótnie gdyż zawsze jeden z uczestniczących albo wszyscy byli idiotami. A wracając do pola…na nim Yilian właśnie wytrącił jednym, zręcznym ruchem miecz żołnierzowi który zastosował najstarszy manewr świata czyli zwiał z prowizorycznego pola bitwy a oglądający ten pojedynek zaczęli się śmiać z uciekiniera. Dowódca straży również się zaśmiał i usłyszał, że ktoś twardo stąpa po ziemi jakby zaraz miał się z nią zrównać. Powoli obrócił swoją głowę i wzrok jego brązowych oczu spoczął na Alionie który jak zwykle szedł swoim ślimaczym tempem co wcale go nie zdziwiło. Od dłuższego czasu uczył go fechtunku. Młody arystokrata uniósł głowę by spojrzeć na pole treningowe które już opustoszało, gdyż strażnicy poszli zająć się własnymi sprawami.
-Hej Alion! –krzyknął do młodzieńca strażnik wesołym głosem.
Ten za to tylko obdarzył go zmęczonym lecz szczerym uśmiechem i uniósł powoli dłoń, jakby od niechcenia by mu pomachać i przyspieszył z lekka swój krok powoli się prostując niczym odżywający kwiat którego długo nie raczono podlewać. Gdy dowlekł się do swojego trenera stał już prosto z wyrazem twarzy który wskazywał, iż nie może się doczekać tego co zaraz będzie. Yilian przywykł już do tego, że nagle odżywa i jest pełen energii w niespełna minutę.
-No więc tak…-rzekł już poważniejszym głosem trener i chrząknął- dzisiaj zobaczymy czy to czego Cię nauczyłem umiesz wprowadzić w życie…
Od razu gdy skończył tylko szturchnął końcem swojego długiego miecza pochwę w której była schowana broń Aliona. Młodzieńcowi nie trzeba było powtarzać drugi raz by chwycił za broń i w oka mgnieniu dzierżył już swój miecz i odszedł parę kroków do tyłu, robiąc to samo co Yilian. Ledwo arystokrata zdążył przyjąć pozycje bojową a już zobaczył zamachującego się z góry żołnierza który celował tak by rozciąć mu głowę na dwie części. Młodzieniec najszybciej jak mógł wystawił swoje ostrze do obrony i spojrzał jak broń jego trenera zatrzymuje się na jego ostrzu.
-Bądź cały czas przygotowany…-mruknął beznamiętnie Yilian i odskoczył od Aliona.
Uczeń chcąc zaskoczyć swojego nauczyciela od razu zamachnął się do ataku a jako, iż miecz trzymał w prawej dłoni lekko spuszczony to też cios był kierowany po skosie od lewej strony przeciwnika który zrobił krok do tyłu i miecz minął go o centymetry. Yilian wykonał ten sam ruch co arystokrata który w porę zauważył jego zamiary i z całej siły ściągnął swój miecz ciosem w dół i skrzyżował z trenerem miecze na ziemi z czego broń strażnika zagłębiła się pod wpływem impetu w ziemię.
-Dobrze…-powiedział jak zwykle beznamiętnie trener.
Yilian skulił się lekko i przysunął jednym, szybkim ruchem do przeciwnika by zaraz potem w ruch poszło jego prawe kolano które było osłonięte żelaznym nagolennikiem. Chwilę po jego ataku arystokrata poczuł niewyobrażalny ból i pod wpływem siły która towarzyszyła atakowi zrobił krok do tyłu puszczając swoją broń i upadł ciężko na ziemię plecami by zaraz potem chwycić się w miejsce które zostało boleśnie potraktowane.
-Ale zawsze pamiętaj, że przeciwnik może zastosować każdą sztuczkę by Cię powalić…
Może trener był surowy dla swojego ucznia lecz przynosiło to efekty które teraz były widoczne. Gdy Yilian zamachnął się na dobicie nagle i on poczuł jak czubek buta wbija się między jego nogi. Wyraźnie poczuł jak upada na kolana i kolejny miecz upadł na trawę. Chłopak popisał się grą aktorską udając ból o wiele większy niż go spotkał. Już nie raz dostawał w tamto miejsce od swojego trenera i tym razem w miarę przetrzymał uderzenie. Obaj zaczęli się po chwili zwijać z ziemi i ledwo co Alion mógł stanąć na nogi wykorzystał moment nieuwagi nauczyciela który nie grał tylko naprawdę okazywał jak bardzo go bolą klejnoty. Szybkim ruchem prawej nogi uderzył o jedną z lekko chwiejących się jeszcze nóg Yiliana który tracąc równowagę znowu upadł ciężko na ziemię. Nie tracąc czasu by zadowalać się swym triumfem rzucił się na miecz który upuścił jego przeciwnik i kolejnym szybkim ruchem przyłożył mu ostrze do gardła.
-Cholera…-mruknął nieprzyjaźnie Yilian w stronę ostrza- Chyba mi też by się mistrz przydał…-i zaśmiał się.
Alion zabrał miecz nauczyciela znad jego gardła i rzucił go na bok by zaraz potem on sam zaczął się zbierać tak żwawo jak pozwalał mu na to wiek gdyż po jego siwiejących włosach można było się domyśleć, że był mniej więcej w wieku matki swojego ucznia. Jednak zwinął się szybko i zaczął otrzepywać z piachu w który już nie jedna morda zaryła.
-Widać jednak coś jeszcze pamiętasz…-powiedział zadowolony Yilian- cieszę się, że czegoś Cię nauczyłem.
Arystokrata otworzył swoje usta wyraźnie chcąc coś powiedzieć lecz jego ciekawość zmusiła go by spojrzał w kierunku odgłosu kroków a jego nauczyciel poszedł jego śladem. Szedł dosyć pospiesznym krokiem Jinos w kierunku Aliona. Gdy się zatrzymał przed nimi metr spojrzał z deka zdziwiony na zakurzone ubrania swojego kuzyna. Jak jego matka miał fioła na punkcie porządku lecz jednak tolerował przeciwności. Yilian ukłonił się krewnemu swojego ucznia gdyż tak nakazywał szacunek. Jedynie młodego arystokratę traktował jak przyjaciela.
-Co chciałeś? –spytał zaciekawiony Alion.
-Twój ojciec chciał Cię widzieć –odpowiedział bez żadnych emocji Jinos- Nie wiem w jakiej sprawie więc idź do niego czym prędzej…
I odwrócił się na pięcie by zaraz potem równie szybkim krokiem pójść w kierunku pałacu. Młody arystokrata spojrzał tylko na Yiliana który głową dał mu znak by poszedł do swojego ojca a sam oddalił się w kierunku baraków zabierając swój wierny miecz. Młodzieniec tylko westchnął i otrzepał się niedbale paroma szybkimi ruchami ręki by zaraz potem schować swoją broń do pochwy po czym ruszył żwawym o dziwo krokiem w kierunku pałacu. Jinos pozostawił mu drzwi otwarte i ten też ich nie zamknął wchodząc do środka lecz od razu ruszył na piętro zaczynając wspinaczkę. Ojciec jego miał gabinet na samej górze gdyż był jednym ze starszych członków rodziny. Brnął stąpając co drugi schodek co zaowocowało szybszym poruszaniem się a niektórzy byli zdziwieni jego żwawością gdyż zawsze widzieli go jako zmęczonego życiem człowieka. W końcu przeszedł ostatni stopień i znalazł się na najmniej ruchliwym piętrze gdzie mieszkali wiekowi ludzie oraz zarządcy pałacu którzy byli jego rodzicami. Poszedł od razu korytarzem na wprost schodów mijając jak zwykle zbroje oraz gobeliny. W końcu doszedł na sam kraniec korytarza gdzie znajdował się wielki na całą ścianę obraz króla Yardena. Spojrzał na niego kątem oka i zapukał do drzwi na prawo od niego. Usłyszał tylko mężczyznę którzy krzyknął „proszę!” i otworzył drzwi. Ściany gabinetu były jak korytarz koloru bordowego a prawie wszystkie zasłaniały regały z księgami oraz zwojami i innymi papierami. Jedyna wolna od regałów ściana była ta która znajdowała się naprzeciw drzwi. Znajdował się tam tylko zgaszony, duży kominek a przed nim odwrócony do niego tyłem duży fotel na którym siedział wysoki, łysy mężczyzna który pisał coś piórem na papierze. Alion gdy wszedł zamknął drzwi na co jego ojciec podniósł głowę i uśmiechnął się wskazując piórem krzesło przed biurkiem na którym walała się sterta papierów.
-Usiądź proszę…-powiedział uprzejmym i spokojnym głosem.
Syn tylko przytaknął głową i nie za szybkim ani nie za wolnym krokiem zbliżył się do fotelu na którym usiadł. Czuł wielki szacunek wobec swojego ojca i dlatego starał zachowywać się jak najnormalniej. Po krótkiej chwili otworzył usta by się odezwać lecz Thengrot sam zaczął.
-Pewnie zastanawiasz się czemu Cię tutaj wezwałem? –uśmiechnął się i odłożył pióro do flakonika z atramentem by zaraz potem złożyć ręce i położyć je na stole.
-Tak. –odpowiedział z wyraźną ciekawością Alion.
-A więc doszedł pewien list w twojej sprawie…-zaczął ojciec.
-W mojej? –przerwał mu zdziwiony.
-Tak, twojej…-uśmiechnął się jak najbardziej szczerze ojciec- może lepiej byś sam to zobaczył…
I mówiąc to podał mu zawinięty w rulon, zadbany zwój który ostrożnie rozwinął i zaczął patrzeć od góry. Data wskazywała, że list nadal jest aktualny co zachęciło go do czytania a napisane było:

Drogi Thengrocie!

Pewnie dziwisz się, że tak nagle zaskakuje twoją czcigodną i mądrą osobę. Mam nadzieje, że u twojej pięknej żony jak i dzieci oraz rodzeństwa które z wami mieszka wszystko w porządku. Żeby nie zabierać twojego jakże cennego czasu od razu przejdę do rzeczy. Chodzi o Luksian. Wszyscy wiemy, że są daleko od granic naszego zacnego kraju lecz zagrożenie jest znacznie większe niż się mogliśmy spodziewać. Nasi zwiadowcy przebywający w królestwach objętych wojną donieśli, że im większe połacie ziemi zdobywają nasi przeciwnicy tym ich liczebność jest coraz większa lecz przyczyn nie są w stanie ustalić. Dlatego też wysłałem do Ciebie ten list. Słyszałem, że twój syn Alion jest utalentowanym strategiem oraz wojownikiem a taki mógłby się nam doskonale przydać. Prosiłbym by odwiedził mój pałac w Irdani a tam przekaże mu dalsze szczegóły naszego planu działania. Ty by było na tyle. Niech bogowie mają Ciebie oraz twoją rodzinie w opiece czcigodny Thengrocie.

Z poważaniem
Król Yarden Ard I


Alion patrzył na list zdziwiony oraz zaszokowany. Wiele myśli zaczęło zbierać mu się w głowie. „Dlaczego ja?” głównie krążyło w jego głowie a zdziwienie wymalowało się na twarzy w postaci otworzonej jak najmocniej się da gęby. Pokręcił energicznie głową by dojść do siebie i zwinął ostrożnie list z królewską pieczęcią. Ojciec odebrał go od syna równie ostrożnie i położył go obok siebie.
-Posłałem polecenie do strażników by się przygotowali –oznajmił spokojnie Thengrot- jeszcze dzisiaj wyruszasz do Irdani.
-Ale ja? –spytał nadal zdziwiony Alion.
-Tak, Ty…-przytaknął głową- król ma nosa do ludzi. Jeszcze nigdy się nie pomylił i jeśli wybiera Ciebie to znaczy, że jesteś godny by podjąć się tego zadania…
-No dobrze…-westchnął ciężko młodzieniec- pojadę…
-A więc zgłoś się do zbrojowni. Tam dadzą Ci twój ekwipunek. Przecież nie pojedziesz w łachmanach na wojnę…-zaśmiał się ojciec.


C.D.N


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hadriel
Wojownik


Dołączył: 10 Gru 2008
Posty: 717
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 19:07, 03 Lip 2010    Temat postu:

Cóż długie to nie powiem. Prezentuje się bardzo ładnie. Czyta się też przyzwoicie. Dam ci 9.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Diegorn
Rycerz


Dołączył: 05 Mar 2010
Posty: 1597
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: I tak nie wiecie gdzie to jest
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 19:48, 03 Lip 2010    Temat postu:

Jestem hardcorem. Przeczytałem to. Cholernie długie to, a opisów jeszcze więcej. Powiem, że takie trochę nudnawe. pod koniec się rozkręciło, a te opisy normalnie jak Żeromski (za dużo ich i nudnawe jak pisałem). Chciało ci się tyle pisać? Ja nie mogę.
Ocena: 6/10.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Johny
Wrzód(Zbanowany)


Dołączył: 05 Cze 2010
Posty: 149
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 3/5

PostWysłany: Sob 20:12, 03 Lip 2010    Temat postu:

Bardzo długie, czytałem to z 15.Czyta się fajne dam Ci tą 8.Czekam na kolejne części.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Karid
Gość





PostWysłany: Pon 09:32, 05 Lip 2010    Temat postu:

Bardzo dobrze się to czyta. Nie znalazłem żadnych ortów i literówek. Opowiadanie jest bardzo długie to też "+" ale dla mnie "-" bo jestem leniem i mi się czytać nie chciało. Bardzo dużo opisów, akcja też niczego sobie.
Ocena:
8+/10
Powrót do góry
Ksar
Paladyn


Dołączył: 28 Wrz 2008
Posty: 2245
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 24 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zgierz
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 11:04, 05 Lip 2010    Temat postu:

Uhhh... w końcu przeczytałem. Trochę to za długie, jak na mój gust. Dialogi nawet udane. A te opisy do momentu walki z tym nauczycielem strasznie nużące. Dopiero gdy nastał moment walki coś się działo. A koniec nawet niezły z tym listem.
Na razie dam Ci 7/10 i mam nadzieję, że następna cześć będzie krótsza Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matis
Wojownik


Dołączył: 28 Cze 2009
Posty: 891
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Z tamtąd ;-)
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 14:59, 05 Lip 2010    Temat postu:

Dobrze się czyta, ale gdyby nie brak przecinków w niektórych miejscach albo paru nielogiczności jak np.
Cytat:
lecz jego wyćwiczony przez Yiliana pozwolił mu w porę minąć się z pracownikiem

Jakby nie te rzeczy to czytało by się jeszcze lepiej. Jak na razie dam ci 7/10. Bo trochę nudne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum GOTHIC WEB SITE Strona Główna -> Twórczość własna użytkowników Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

Skocz do:  

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 phpBB Group

Chronicles phpBB2 theme by Jakob Persson (http://www.eddingschronicles.com). Stone textures by Patty Herford.
Regulamin